Aleister Crowley, Recenzje, Tarot Thota, Thelema

Ortodoksja czy metodologia? Kilka uwag o interpretacji Tarota Thota.

10 czerwca 2026

Marco Visconti odniósł się do napisanych przeze mnie pierwszych części recenzji jego książki. Możesz przeczytać je tutaj i tutaj.

Chciałbym pokrótce pochylić się nad kilkoma aspektami jego wypowiedzi.

Po pierwsze, jest mi bardzo miło, że mój blog cieszy się międzynarodowym zainteresowaniem, chociaż piszę tu jedynie po polsku. Mam nadzieję, że jego artykuł przyczyni się do jeszcze większej ilości odwiedzin. Po drugie, równie miłe jest to, że Visconti nazywa mnie „doświadczonym tłumaczem, wydawcą i pisarzem na temat Aleistera Crowleya”. Dodam także, że kilka lat temu był pod tak dużym wrażeniem pisanego przeze mnie materiału, że zaczął tłumaczyć go na język angielski, aby dystrybuować go w wielkim świecie.

Visconti zwraca uwagę, że przed publikacją polskiego wydania jego książki rekomendowałem wydawnictwu wybór innego autora – Lona Milo DuQuette’a – oraz deklarowałem gotowość pomocy przy tłumaczeniu i promocji tej publikacji. Nie zauważa jednak, że argumentacja przedstawiona przeze mnie w recenzji nie wynikała z konkurencyjności. Jeżeli wydawnictwo planowało publikację wprowadzenia do magiji thelemy, uważałem po prostu, że istnieją opracowania znacznie lepiej spełniające swe zadanie niż książka Viscontiego. Sam fakt posiadania takiej opinii nie wydaje mi się szczególnie niezwykły. Badacze, tłumacze, wydawcy i recenzenci od zawsze rekomendują jedne książki, a odradzają inne. Nie byłem w tym kontekście uczestnikiem konfliktu środowiskowego w „crowleyowskim ekosystemie”, którego chciałby widzieć mnie Visconti – kierowałem się kryteriami ściśle merytorycznymi.

Trudno nie zauważyć, że dochodzi tutaj do pewnego paradoksu. W tytule polemiki Visconti sugeruje, że jestem ortodoksem, który rzekomo bierze siebie za krytyka. Tymczasem znacząca część jego odpowiedzi nie jest poświęcona analizie przedstawionych przeze mnie argumentów, lecz próbie socjologicznej interpretacji osoby recenzenta i środowiska, z którego się wywodzi. Nie sądzę jednak, aby wartość argumentu zależała od przynależności instytucjonalnej, działalności wydawniczej czy miejsca zajmowanego w określonym kręgu interpretacyjnym. O jego wartości decyduje siła samej argumentacji oraz możliwość jej merytorycznej weryfikacji.

Nie rozumiem zatem, dlaczego z tego faktu miałoby wynikać, że moją recenzję należy odczytywać przede wszystkim jako element walki o „instytucjonalny autorytet”. Jest to interesujący zabieg retoryczny oraz swoista interpretacja socjologiczna, która nie stanowi odpowiedzi na przedstawione przeze mnie argumenty.

Nawet gdyby przyjąć, że Visconti trafnie opisał moje preferencje wydawnicze oraz środowisko, z którym jestem związany, nie rozstrzyga to żadnej z kwestii poruszonych w recenzji. Nie odpowiada na pytanie, czy konkretna interpretacja Tarota Thota jest przekonująca, czy definicje używanych pojęć są precyzyjne ani czy proponowane odczytania pozostają spójne z filozoficznym kontekstem systemu Crowleya. Można odnieść wrażenie, że zamiast bronić własnej książki, Visconti próbuje przede wszystkim wyjaśnić, dlaczego ktoś mógł ją skrytykować.

Odpowiedź Viscontiego koncentruje się właściwie na jednym zagadnieniu i mam nieodparte wrażenie, że w swojej polemice odpowiada on przede wszystkim na zarzut, którego w rzeczywistości nie postawiłem.

Znaczna część jego tekstu poświęcona jest wykazaniu, że moja interpretacja Czwórki Dysków – obejmująca motywy narodzin nowej gwiazdy, relację Bestii i Szkarłatnej Kobiety oraz odniesienia do Księgi Prawa – nie stanowi dosłownego znaczenia tej karty i że jest zbyt „definitywna”. W istocie Visconti sam przyznaje, że Crowley dostarcza elementów, z których można wywnioskować podobną interpretację. Dlatego tym bardziej cieszy mnie jego koncyliacyjna wypowiedź, w której zauważa, że moja interpretacja jest „erudycyjna, wielowarstwowa i pod wieloma względami autentycznie interesująca”.

Mój argument nie polegał na twierdzeniu, że istnieje jedna „ortodoksyjna” interpretacja Czwórki Dysków i że każda inna jest z definicji błędna. Problem leży gdzie indziej.

Ćwiczenie zaproponowane przez Viscontiego sprowadza wielowarstwowy aparat symboliczny Tarota Thota do wizualizacji nastawionej na osiągnięcie materialnego sukcesu, społecznego uznania i psychologicznej gratyfikacji. Pytanie nie brzmi zatem: Czy można tak odczytać tę kartę?, lecz: Czy jest to adekwatna prezentacja filozofii i symboliki Tarota Thota w książce poświęconej magiji thelemy – w książce, której oryginalny angielski tytuł brzmi Podręcznik Aleistera Crowleya? Uważam, że ta kwestia jest niezwykle istotna i to bez względu na stopień zaawansowania czytelnika, do którego jest adresowana.

Visconti odpowiada również, że starsza tradycja Złotego Brzasku przypisywała Czwórce Pentakli znaczenie „ziemskiej władzy” oraz „zapewnionego zysku materialnego”. Jest to oczywiście prawda. Nie rozwiązuje ona jednak problemu. Tarot Thota nie jest bowiem prostym przedrukiem systemu Złotego Brzasku, o czym zresztą pisałem w swojej recenzji. Crowley zachowuje wiele wcześniejszych korespondencji, ale umieszcza je w nowym kontekście filozoficznym, religijnym oraz kosmologicznym. Sam fakt istnienia starszej tradycji dywinacyjnej nie oznacza jeszcze, że nadaje się ona do opisu karty w systemie thelemicznym. W swoich pismach oraz wykładach wielokrotnie podkreślam, że nie istnieje jedna, uniwersalna wykładnia tarota. Poszczególne talie różnią się od siebie symbolicznie, ponieważ stanowią wytwór konkretnego umysłu, konkretnej tradycji oraz konkretnej epoki historycznej.

Nie twierdzę, że symbole powinny pozostać martwe ani że współczesny praktyk nie ma prawa proponować własnego odczytania. Uważam jednak, że twórcza reinterpretacja nie zwalnia autora od obowiązku jasnego określenia źródeł, zdefiniowania używanych pojęć oraz zachowania spójności metodologicznej. Moja krytyka jest zatem próbą zadania prostych pytań: z jakiej tradycji pochodzi dana idea, jaki jest jej kontekst, jakie ma znaczenie oraz jakie relacje zachodzą pomiędzy poszczególnymi elementami systemu. Jak zobaczymy w dalszych częściach mojej recenzji, będą to pytania fundamentalne, za pomocą których ocenimy wartość książki Viscontiego.

Mój opis Czwórki Dysków miał charakter intelektualnego ćwiczenia i nie był próbą narzucenia ortodoksyjnej interpretacji. Chciałem po prostu pokazać bogactwo aparatu symbolicznego Tarota Thota oraz jego potencjał interpretacyjny. Jestem bowiem zdania, że interpretacja powinna wynikać z materiału źródłowego i być uzasadniona. To nie jest ortodoksja. To jest po prostu pewien standard pracy z tekstem.

Można wręcz zastanowić się, które podejście lepiej służy ideałowi pluralizmu interpretacyjnego – to, które wrzuca znaczenia kart do jednego worka, nie zważając na różnice pomiędzy poszczególnymi taliami, czy też to, które owe różnice dostrzega i traktuje poważnie. Mam wrażenie, że moja interpretacja jest owocem właśnie takiego pluralistycznego podejścia, które – przynajmniej moim zdaniem – powinno być zakorzenione w historii, symbolice oraz źródłach konkretnych systemów tarota. W przeciwnym razie łatwo popaść w charakterystyczne dla dzisiejszej sceny okultystycznej „pomieszanie planów”, w którym granice pomiędzy odmiennymi porządkami symbolicznymi zaczynają się zacierać.

Tymczasem Visconti dokonuje pewnej rekontekstualizacji argumentu. Z dyskusji o potencjale interpretacyjnym symbolu tworzy argument o ortodoksyjnym podejściu do symbolu. A spór nie dotyczy przecież wyboru między ortodoksją i kreatywnością, lecz między twórczą interpretacją opartą na materiale źródłowym a interpretacją, która od tego materiału się oddala.

Zasadnicze pytanie pozostaje więc niezmienne: czy sprowadzenie tej wielowarstwowej struktury do wizualizacji materialnego sukcesu rzeczywiście oddaje specyfikę filozofii i symboliki systemu Crowleya?

Jeżeli moja recenzja wywołała dyskusję, to być może jej najważniejszym rezultatem będzie przypomnienie, że thelema zasługuje zarówno na twórczą praktykę, jak i na równie twórczą, a zarazem rzetelną refleksję nad źródłami. Twórczość i krytyczne myślenie nie są bowiem swoimi przeciwieństwami, lecz warunkiem własnego rozwoju.