Aleister Crowley

Aleister Crowley – szachista

21 maja 2026

I
Początki i marzenia

Jako nastolatek Crowley rozwijał dwie wielkie pasje – alpinizm i szachy.

Grać nauczył go krawiec ojca, niejaki pan Hemming, gdy Alick miał zaledwie sześć lat. Nauczyciel wykonał swoją pracę nadzwyczaj skutecznie – wygrał tylko pierwszą partię, przegrywając z małym Crowleyem wszystkie kolejne. Chłopiec posiadał najwyraźniej niezwykle naturalną intuicję szachową. Z opisu zawartego w autobiograficznych Wyznaniach Aleistera Crowleya wynika, że jeszcze przed lekturą jakiejkolwiek literatury szachowej samodzielnie odkrył motyw znany później jako „pułapka Tarrascha” w partii hiszpańskiej.

Podczas nauki w Eastbourne College szachy stały się dla niego wręcz obsesją. Studiował książki poświęcone grze i namiętnie rozgrywał kolejne partie. Wkrótce zaczął uchodzić za najlepszego gracza w mieście, choć trzeba zaznaczyć, że żaden z jego ówczesnych przeciwników nie należał do ścisłej krajowej czołówki.

W wieku zaledwie dziewiętnastu lat Crowley prowadził już własną rubrykę szachową w lokalnej prasie. Z Eastbourne chciał uczynić – jak sam pisał –  „najsilniejsze miasto szachowe w Anglii”. Nie traktował jednak szachów jako zwykłej rozrywki. Pragnął reformować środowisko, podnosić poziom gry oraz wymuszać dyscyplinę i profesjonalizm. Proponował nakładanie wysokich kar za wycofywanie się z turniejów, ale jednocześnie postulował fundowanie nagród dla najlepszych lokalnych zawodników. Na łamach „Eastbourne Gazette” publicznie wytykał członkom klubu lenistwo, brak studiów nad grą i nieregularne rozgrywanie partii. W rezultacie szybko narobił sobie wrogów, a jego działalność niemal doprowadziła do rozpadu klubu szachowego.

Już w tamtym okresie prowadził specjalne notesy, do których wklejał wycinki prasowe zawierające zapisy ruchów. Analizował partie, studiował warianty, a także odtwarzał całe rozegrane spotkania. W swojej rubryce w „Eastbourne Gazette” proponował nawet „zorganizowanie turnieju gry bez patrzenia na szachownicę”. Tego rodzaju rozgrywka wymaga niezwykłej koncentracji oraz zdolności do utrzymywania w wyobraźni złożonych układów figur i wariantów. Jak się później okaże, ponad trzydzieści lat później Crowley sam grywał w ten sposób i to z dwoma przeciwnikami naraz.

Podczas studiów na Uniwersytecie w Cambridge Crowley stał się poważnym szachistą. Nie był to marginalny epizod towarzyski, lecz autentyczna działalność na poziomie akademickiej rywalizacji sportowej. Wstąpił do Cambridge University Chess Club i już w pierwszym semestrze pokonał prezesa klubu, Williama Vawdreya Naisha. Ten był pod takim wrażeniem młodego zawodnika, że zabrał go do Peterhouse, aby mógł spróbować swoich sił przeciw Henry’emu Ernestowi Atkinsowi – późniejszemu dziewięciokrotnemu mistrzowi Wielkiej Brytanii. Choć młody student został w tym pojedynku rozgromiony, sama historia pokazuje, że obracał się w środowisku najlepszych graczy.

Crowley ostatecznie sam został kapitanem drużyny szachowej tej słynnej uczelni. Otrzymał również prestiżowe wyróżnienie sportowe Half-Blue, przyznawane studentom reprezentującym Cambridge w zawodach międzyuniwersyteckich. Jak pisał w Wyznaniach, poświęcał teorii szachów ponad dwie godziny dziennie, a co najmniej drugie tyle spędzał na samej grze.

W wieku dwudziestu dwóch lat Crowley rozważał dwie możliwe drogi kariery – chciał zostać dyplomatą oraz profesjonalnym szachistą. Z myślą o służbie dyplomatycznej wyjechał nawet do Petersburga, gdzie intensywnie uczył się języka rosyjskiego.

Podczas podróży powrotnej z Rosji w 1897 roku zatrzymał się w Berlinie, gdzie odbywał się międzynarodowy turniej szachowy. Obserwacja rozgrywek wywołała u niego głęboki kryzys egzystencjalny. Jak wspomina później w Wyznaniach, ludzie zgromadzeni na turnieju nagle wydali mu się „odlegli”, „absurdalni”, „próżni” i „pozbawieni znaczenia”. Środowisko, które wcześniej symbolizowało dla niego szczyt intelektualnej ambicji, ukazało mu się nagle jako zamknięty świat jałowych kombinacji i przemijającej sławy.

Był to jeden z punktów zwrotnych jego życia. Rozczarowanie świeckim ideałem mistrzostwa skierowało go ku poszukiwaniu czegoś trwalszego i bardziej absolutnego – rzeczywistości duchowej, która nie podlegałaby rozpadowi ani zapomnieniu.

Choć Crowley porzucił marzenie o zawodowej karierze szachowej, nigdy nie porzucił samych szachów. Grał właściwie do końca życia.

 

II
Z szachami przez życie

Crowley grywał wszędzie, gdzie było to możliwe, często mierząc się z zawodnikami o dużej reputacji.

Podczas pobytu w Waszyngtonie rozgrywał partie z Normanem Tweedem Whitakerem, barwnym i kontrowersyjnym dwukrotnym mistrzem w szachach korespondencyjnych, o którym zrobiło się głośno kilkanaście lat później ze względu na jego konflikty z prawem – oszustwa finansowe, fałszerstwa, wyłudzenia, a nawet porwanie dziecka!

Podczas pobytu w Paryżu w 1929 roku w wywiadzie dla „Le Petit Parisien” Crowley stwierdził, że najbardziej interesują go francuskie restauracje oraz znajomości w środowisku szachistów. W tym samym okresie wziął udział w prestiżowym turnieju Coupe de Paris. Zremisował tam z Vitalym Halberstadtem, mistrzem Paryża z 1925 roku. Halberstadt nie był przypadkowym amatorem, lecz cenionym francuskim szachistą, teoretykiem i specjalistą od końcówek partii oraz kompozycji szachowych.

Crowley grywał również podczas kilkuletniego pobytu w Tunezji. To właśnie w tym okresie rozwijał swoje refleksje nad szachami jako formą sztuki. W dziennikach z tamtych lat porównywał grę do języka, który – jeśli jest dostatecznie elastyczny – pozwala tworzyć arcydzieła podobnie jak poezja czy muzyka.

Szachy stanowiły zresztą integralny element jego intelektualnego wizerunku. W 1931 roku „Berliner Tageblatt” przedstawiał Crowleya jako „alpinistę, szachistę, poetę-filozofa oraz malarza”. W tym samym okresie regularnie odwiedzał berlińską Café König – miejsce spotkań prawdziwych entuzjastów gry. W swoich dziennikach odnotował, że dwukrotnie rozgromił tam lokalną sławę szachową.

Podczas pobytu w Portugalii udał się specjalnie do Sintry, aby rozegrać partie z Eduardo M. Pellenem, późniejszym prezesem Portugalskiej Federacji Szachowej. Pierwszą partię wygrał gospodarz, jednak Crowley zwyciężył w dwóch kolejnych. Wiadomo również, że grywał w szachy z Fernandem Pessoą, z którym łączyła go krótka, lecz niezwykle interesująca znajomość.

Znana jest tylko jedna fotografia przedstawiająca Crowleya podczas gry w szachy. Przez wiele lat krążyła legenda, że jego przeciwnikiem na zdjęciu jest Fernando Pessoa. To jednak nieprawda – fotografia została wykonana w Londynie, a partnerem Crowleya przy szachownicy był jego znajomy, R. Aloysius Starr.

W latach trzydziestych Crowley regularnie grywał w Londynie z silnymi zawodnikami, takimi jak E.G. Sergeant, W.H. Watts czy Ernst Klein, osiągając całkiem przyzwoite wyniki. Odwiedzał kilka londyńskich klubach szachowych.

Jego regularnym przeciwnikiem był Maurice Sutherland, który zredagował książkę 1234 Modern End-Game Studies autorstwa cenionego specjalisty od końcówek partii H.M. Lommera. Z kolei 5 lipca 1939 roku Crowley – jak sam ironicznie pisał – „brał lekcje szachów” od austriacko-brytyjskiego mistrza Ernesta Ludwiga Kleina. W czterech rozegranych partiach odniósł tylko jedno zwycięstwo. Kilka miesięcy później ponownie spotkał się z Kleinem i tym razem partię wygrał.

W styczniu 1939 roku Crowley reprezentował Hampstead Chess Club w meczu drużynowym w Oksfordzie.

Israel Regardie wspomina w książce The Eye in the Triangle:

Jednak wyczynem, który wprawiał mnie w zdumienie wtedy – i nadal wprawia –  była jego gra „na ślepo”. Rozsiadał się wygodnie w wielkim fotelu, paląc bardzo drogie cygara, gdy akurat je miał, albo wielką fajkę nabitą tytoniem perique lub latakią. Tworzyło to wręcz duszącą zasłonę dymną. Poprzez nią można go było dostrzec niewyraźnie, jak ogrzewa w dłoniach duży kieliszek koniaku, obraca go, wdycha jego bukiet i sączy powoli z całą ceremonialną sztuką.

Yorke i ja siedzieliśmy daleko od niego albo za jego plecami, każdy z szachownicą przed sobą. Yorke wywoływał: „Pion na e4”, a Crowley – mając w umyśle wyobrażoną szachownicę – odpowiadał swoim ruchem. Gdy przychodziła moja kolej na otwarcie i ruch, mówiłem: „Pion na d4” albo wybierałem inne rozpoczęcie, jakie akurat postanowiłem zastosować. Czasem robiłem to inaczej niż Yorke wyłącznie w nadziei, że Crowley się przez to pomyli. Ale nic z tego! Potrafił utrzymać w umyśle dwa całkowicie odrębne obrazy obu szachownic. I zazwyczaj pokonywał nas obu.

Swój poemat The City of God (1943) Crowley zadedykował szeregowi postaci związanych z kulturą, historią i duchowym imaginarium Rosji – od Dostojewskiego, Tołstoja i Czechowa po Lenina, Bakunina i Rasputina. W tym niezwykle szerokim i osobliwym gronie umieścił również trzech wybitnych szachistów – Aleksandra Alechina, Siemiona Alapina i Michaiła Czigorina. Sam fakt obecności szachistów obok pisarzy, kompozytorów, rewolucjonistów i mistyków pokazuje, jak wysoką rangę Crowley przypisywał tej grze.

Kiedy w 1945 roku siedemdziesięcioletni Crowley przeniósł się do Hastings, niemal natychmiast skierował swoje kroki do lokalnego klubu szachowego. Nie było to miejsce przypadkowe. Hastings należało do najważniejszych ośrodków w historii brytyjskich szachów, a tamtejszy klub oraz organizowane w mieście kongresy szachowe przez dziesięciolecia przyciągały światową elitę. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że chodziło o środowisko wręcz legendarne – Hastings Chess Club bywał określany mianem „świętego miejsca”. To właśnie tam Crowley pokonał Edwarda Mackenzie Jacksona, wielokrotnego mistrza i jedną z bardziej rozpoznawalnych postaci angielskiego środowiska szachowego.

To, że jego umiejętności klubowi działacze traktowali poważnie, jasno wynika z faktu, iż proszono go o udział w kilku meczach drużynowych rozgrywanych w 1945 roku oraz w pierwszych miesiącach 1946. Nawet u schyłku życia Crowley potrafił odnosić wartościowe zwycięstwa nad solidnymi przeciwnikami.

Mimo, że szachy towarzyszyły Crowleyowi przez całe życie, tak paradoksalnie jeszcze w ostatnich latach twierdził, że wciąż dopiero uczy się w nie grać.

W pożegnalnym liście do swojego syna, Atatürka, pisał: „Byłoby wspaniale, gdybyś nauczył się grać w szachy. To nie tylko doskonały sposób na ćwiczenie umysłu, ale i jedyna gra ze wszystkich gier na świecie, w którą można grać do końca życia. Możesz czerpać z niej tyle samo przyjemności, mając sześćdziesiąt lat, jak grałeś w nie mając lat dwadzieścia”.

 

III
Szachy jako sztuka życia

Szachy bardzo wcześnie stały się dla Crowleya czymś znacznie więcej niż jedynie intelektualną rozrywką. Z czasem zaczęły pełnić funkcję modelu myślenia, a nawet metafory samej egzystencji. Odpowiadały strukturze jego umysłu –  strategicznego, skłonnego do wielowariantowego przewidywania, cierpliwego budowania pozycji oraz poszukiwania ukrytych relacji pomiędzy pozornie niezwiązanymi ze sobą elementami. W jego przypadku gra stopniowo przekształciła się w narzędzie filozoficznej refleksji nad naturą człowieka, wolności, psychologii i duchowej dyscypliny.

Podczas pobytu w Tunezji, w 1923 roku Crowley sformułował szczególnie interesującą teorię szachów jako formy sztuki. Twierdził, że szachy przypominają język – posiadają skończony zbiór reguł, figur i relacji, który został częściowo „wynaleziony”, a częściowo rozwijał się historycznie. Najważniejsze było jednak to, że twórcy systemu nie musieli przewidzieć wszystkich możliwości, które się z niego wyłonią – podobnie jak wynalazca alfabetu nie przewidział przyszłej poezji.

Crowley sugerował więc, że jeśli system jest dostatecznie bogaty i elastyczny, pojawia się przestrzeń dla twórczości. Szachy nie były dla niego mechaniczną grą, która polega na obliczaniu wariantów posunięć, lecz polem ekspresji. Tak jak poeta układa słowa w niepowtarzalną strukturę znaczeń, tak szachista układa figury, napięcia pozycyjne i kombinacje w strukturę strategiczną lub taktyczną. Kombinacja szachowa stawała się odpowiednikiem metafory, styl gry – odpowiednikiem stylu literackiego, a piękna partia – dziełem sztuki.

Według Regardiego Crowley odczytywał po sposobie gry psychologiczną strukturę człowieka. Jedni gracze są ostrożni, inni lekkomyślnie poświęcają figury; jedni rozpoczynają z rozmachem, lecz szybko tracą orientację, inni osiągają pełnię możliwości dopiero pod koniec partii. Dla Crowleya styl gry odsłaniał więc sposób funkcjonowania człowieka w życiu. Szachy były dla niego narzędziem diagnozy charakteru.

W Liber alef Crowley wykorzystał metaforę szachów do wyjaśnienia jednej z najbardziej fundamentalnych idei filozofii thelemy – relacji pomiędzy wolnością, koniecznością i Prawdziwą Wolą. Każda figura posiada własną naturę oraz wynikające z niej ograniczenia. Wieża nie może poruszać się jak goniec, pion nie może wykonywać ruchów hetmana. Ograniczenia te nie oznaczają jednak zniewolenia. Przeciwnie – właśnie dzięki nim figura może realizować swoją funkcję w harmonii całej gry. Szachownica staje się tu miniaturowym obrazem kosmosu.

Crowley sugerował, że prawdziwa wolność nie polega na dowolności, lecz na doskonałym urzeczywistnieniu własnej natury w obrębie praw zarządzających rzeczywistością. Idea gry w szachy polega na zaakceptowaniu jej reguł – podobnie jest z życiem.

Podkreślał również, że prawdziwa twórczość rodzi się dzięki ograniczeniom, a nie wyimaginowanej wolności. Sonet posiada ścisłą formę, a fuga Bacha opiera się na rygorystycznych zasadach. Podobnie jest w szachach. A jednak właśnie w ramach tych ograniczeń pojawia się niemal nieskończona różnorodność możliwości. W tym sensie szachy stają się symbolem harmonii pomiędzy wolnością a prawem.

Istotne jest również to, że dobra partia wymaga przede wszystkim świadomości pozycji. Dobry szachista rzadko kiedy wykonuje ruch pod wpływem chwilowego impulsu. Musi rozpoznać strukturę pola, przewidzieć konsekwencje i działać zgodnie z logiką sytuacji. W filozoficznej alegorii Crowleya odpowiada to człowiekowi, który stopniowo poznaje swoją Wolę i uczy się działać zgodnie z koniecznością własnej natury, zamiast przeciw niej, adaptując się do reguł gry.

Alegoria szachów posiada także wymiar metafizyczny. W Wyznaniach Crowley sugerował, że pojedyncza figura może postrzegać jedynie niewielki fragment gry, podczas gdy całość planu pozostaje przed nią ukryta. Człowiek doświadcza więc własnej egzystencji lokalnie i fragmentarycznie, nie widząc pełnej struktury wydarzeń ani wszystkich konsekwencji własnych ruchów. W tym sensie szachownica staje się obrazem rzeczywistości, której ukryte relacje i zależności przekraczają perspektywę jednostki. Crowley postrzegał zresztą swoje życie właśnie w podobnych kategoriach. W Wyznaniach pisał: „Moja kariera jest zaplanowana w każdym szczególe przez moich duchowych przełożonych z precyzją szachisty, którego figury nie są zdolne poruszyć się inaczej, jak tylko na jego rozkaz”.

Bardzo interesująco rozwija tę problematykę opowiadanie Wielka gra z cyklu Śledztwa Simona Iffa. Crowley przedstawił w nim dwa sposoby gry w szachy. Można grać „przeciw człowiekowi” albo „przeciw szachownicy”. Pierwszy sposób polega na analizowaniu psychologii przeciwnika – jego przyzwyczajeń, temperamentu, lęków i schematów działania. Drugi oznacza grę przeciw samej obiektywnej strukturze pozycji, niezależnie od osobowości przeciwnika.

To rozróżnienie szybko przestaje być wyłącznie refleksją o szachach. Dla Crowleya większość ludzi funkcjonuje głównie na poziomie psychologicznym – reaguje na emocje, konflikty i społeczne napięcia. Znacznie trudniejsza jest zdolność dostrzeżenia samej struktury rzeczywistości. „Gra przeciw szachownicy” staje się więc metaforą wyższego poziomu świadomości i umiejętności widzenia ukrytego układu sił, a nie jedynie powierzchownych starć ego.

W liście do Karla Germera z 15 maja 1930 roku Crowley pisał natomiast: „Myślę, że najważniejszą rzeczą, na którą należy nalegać w odniesieniu do Prawa thelemy, jest jego rygorystyczny kodeks dyscypliny – niemal szachowa selekcja i koncentracja energii”.

To zdanie dobrze pokazuje, że szachy symbolizowały dla niego nie tylko intelektualną elegancję, lecz również ekonomię sił, strategiczną świadomość oraz umiejętność skupienia energii na tym, co istotne.

Jednocześnie przestrzegał przed redukowaniem życia do samej analizy. W liście do Geralda Yorke’a z 1928 roku pisał:

Wszechświat nie jest racjonalnym wszechświatem. Racjonalny jest jedynie sam mechanizm, i nie można ani obserwować go, ani prowadzić życia wyłącznie według zasad czystej analizy – tak samo jak nie da się tego uczynić nawet w przypadku tak stosunkowo prostego zagadnienia jak gra w szachy.

Mechanizm gry jest racjonalny – figury poruszają się według ścisłych zasad, istnieją określone warianty i konsekwencje ruchów. Sama partia nie sprowadza się jednak do matematyki. Integralną częścią gry jest intuicja, temperament, psychologia, wyczucie chwili i twórcze ryzyko. Życie działa według Crowleya podobnie – można analizować jego mechanizmy, lecz nie sposób sprowadzić całego doświadczenia egzystencji do chłodnego racjonalizmu. To bardzo charakterystyczna cecha w myśleniu Crowleya – z jednej strony widzimy fascynację matematyką, fizyką, chemią, precyzją i „techniką”, z drugiej przekonanie, że takie wymiary egzystencji, jak inicjacja, twórczość, wgląd w naturę rzeczy, nie mieszczą się całkowicie w ramach racjonalistycznego modelu świata.

Szachy były więc dla Crowleya nie tyle hobby, ile sposobem rozumienia świata. Uczyły go, że wolność istnieje wyłącznie w obrębie prawa, że styl gry zdradza charakter człowieka, a każdy ruch zmienia strukturę całej szachownicy wydarzeń. Być może właśnie dlatego pozostały z nim aż do ostatnich dni – jako obraz kosmicznego porządku, który dzięki skończonemu zbiorowi reguł generuje tak niewyobrażalną liczbę możliwych partii, iż dla ludzkiego doświadczenia przypomina niemal nieskończoność.

 

Tekst © Krzysztof Azarewicz