Góra Kitajron to jedno z najbardziej znaczących miejsc w misteryjnej topografii thelemy.
Wprawdzie w thelemicznym kanonie jej nazwa pojawia się zaledwie raz, jednak to właśnie Kitajron odsłania homologiczną strukturę wielu symboli i wyobrażeń, które współtworzą misterium Nowego Eonu.
Dionizos
Kitajron jest świętą górą Dionizosa.
Dionizos był synem Zeusa i śmiertelniczki Semele. Przez swoją podwójną, boską i zarazem ludzką naturę oraz fakt, że narodził się na nowo z uda Zeusa po tragicznej śmierci matki, reprezentował siły odrodzenia, nieokiełznanej przyrody i płodności.
Powszechnie uznaje się go za boga wina, jednak istotą kultu nie był sam trunek, lecz jego rola. Wino w rytuałach Dionizosa było bowiem narzędziem do osiągnięcia entuzjazmu (dosłownie: „napełnienia się bogiem”) oraz religijnego szaleństwa (manii).
Kiedy Dionizos przybywał do jakiegoś regionu, rzucał na miejscowe kobiety urok. Wpadały w ekstatyczny szał, porzucały swoje domy, mężów oraz krosna i uciekały w góry. Dionizos wyprowadzał ludzi z uporządkowanej przestrzeni miasta na dzikie bezdroża – do lasu, w świat zwierząt, ekstazy i zawieszenia norm społecznych. Miasto oznaczało prawo, ograniczenia i logikę. Góra Kitajron, na której zboczu odbywały się jego misteria, oznaczała wolność, brak barier i zanurzenie się w głąb instynktów.
Do orszaku tego boga należały bachantki (w tradycji greckiej nazywane menadami, czyli „szalejącymi”). Biegały po lasach Kitajronu boso, z rozpuszczonymi włosami, przyodziane w skóry jeleni lub panter. W rękach trzymały tyrs – laski owinięte bluszczem i zwieńczone szyszką pinii, które w ich rękach stawały się groźną bronią. Często owijały wokół siebie żywe węże. Wierzono, że w stanie ekstazy bachantki posiadają niezwykłe moce. Uderzając tyrsem w ziemię, potrafiły sprawić, że wypływało z niej mleko, miód lub wino. Kulminacyjnym i najbardziej przerażającym punktem ich rytuałów było rozszarpanie żywego zwierzęcia gołymi rękami (sparagmos) oraz zjadanie jego surowego mięsa (omofagia), co miało jednoczyć je z dzikim bóstwem.
Rozszarpanie Penteusza
Penteusz był synem Agawy i wnukiem Kadmosa, założyciela Teb. Gdy Kadmos się zestarzał, oddał władzę nad miastem swojemu młodemu, energicznemu wnukowi.
Jako władca, Penteusz był człowiekiem uwielbiającym porządek, logikę i kontrolę. Reprezentował surowe prawo polis. Kiedy Dionizos przybył do Teb w przebraniu obcego kapłana, przynosząc ze sobą wino, taniec i religijną ekstazę, Penteusz uznał to za zagrożenie dla publicznej moralności i ładu społecznego. Szczególnie wściekał go fakt, że kultowi uległy kobiety – w tym jego matka, Agawa, oraz ciotki, które uciekły na Kitajron.
Penteusz kazał wtrącić obcego kapłana do lochu. Dionizos postanowił jednak wykorzystać ukrytą słabość króla – podglądactwo i chorobliwą ciekawość.
Bóg zaczął mamić umysł Penteusza. Przekonał go, że jeśli król chce naprawdę dowiedzieć się, co kobiety robią na Kitajronie (podejrzewał je bowiem o rozpustę), musi tam pójść i z bezpiecznego miejsca je podejrzeć. Warunek był jeden: Penteusz musiał przebrać się za bachantkę – włożyć kobiecą suknię, perukę z długimi włosami i wziąć do ręki tyrs. Król zgodził się na to upokorzenie.
W lesie Dionizos zasugerował, że aby dobrze wszystko widzieć, Penteusz powinien wspiąć się na szczyt pinii. Gdy tylko tak się stało, bóg zniknął. W tej samej chwili z nieba rozległ się jego potężny, grzmiący głos, wzywający bachantki do ukarania profana, który lżył ich święte misteria.
Kobiety – z matką Penteusza na czele – spojrzały w górę. W religijnym obłędzie, zesłanym przez boga, nie dostrzegały w nim człowieka, a tym bardziej syna i władcy. Ich umysły zostały całkowicie omamione: widziały na drzewie dzikiego zwierza – lwa lub górskiego drapieżnika, który zakradł się, by zbezcześcić ich rytuały.
Rozszalałe menady ruszyły na potężną pinię. Ponieważ król był poza ich zasięgiem, zaczęły gołymi rękami i tyrsami podważać korzenie drzewa, aż w końcu wyrwały je z ziemi. Penteusz z impetem runął w dół.
Król, widząc nadchodzącą śmierć, zerwał z głowy perukę, by rozpoznała go matka. Agawa jednak toczyła pianę z ust i była zaślepiona szałem. Jako pierwsza dopadła syna, chwyciła go za ramię i zapierając się stopą o jego pierś, wyrwała mu rękę ze stawu z nadludzką, boską siłą.
Tłum bachantek, w tym ciotki Penteusza, rzucił się na bezbronnego króla i gołymi rękami rozerwał jego ciało na strzępy. Każda z kobiet uciekała z lasu z jakimś krwawym trofeum – kawałkiem boku, stopą czy wnętrznościami. Agawa, wciąż nieświadoma dokonanej zbrodni, niosła dumnie zatkniętą na tyrsie głowę własnego syna, przekonana, że upolowała lwa.
Zagreus
Historia rozerwania Penteusza wiąże się bezpośrednio z losami Dionizosa, a ściślej – z jego pierwszym wcieleniem, znanym jako Zagreus.
Według jednej z późniejszych wersji tradycji orfickiej Zagreus był synem Zeusa i Persefony, królowej świata podziemnego. Zeus kochał chłopca tak bardzo, że zamierzał uczynić go swoim następcą i oddać mu panowanie nad wszechświatem. Wywołało to jednak wściekłość zazdrosnej Hery.
Bogini namówiła Tytanów, by zgładzili dziecko. Podkradli się do kolebki małego boga i odwrócili jego uwagę zabawkami. Gdy zorientował się, że grozi mu śmiertelne niebezpieczeństwo, próbował uciekać, zmieniając postacie – przemienił się w samego Zeusa, lwa, węża, aż w końcu przybrał postać byka. Tytani dopadli go w tym ostatnim wcieleniu, rozszarpali żywcem i pożarli.
Przerażający akt przerwała Atena, której udało się uratować przed pożarciem jedyną część ciała chłopca – wciąż bijące serce.
Atena zaniosła je Zeusowi. Rozwścieczony król bogów poraził Tytanów piorunami, a według późniejszej tradycji z ich popiołów zmieszanych z ziemią mieli powstać pierwsi ludzie (co w doktrynie orfickiej tłumaczy dwoistą, bosko-tytaniczną naturę człowieka). Następnie Zeus podał ocalone serce Zagreusa do wypicia ziemskiej księżniczce Semele (według innych wersji sam je połknął). W ten sposób Zagreus przyszedł na świat powtórnie – jako Dionizos, syn Semele. To właśnie dlatego nazywano go później „dwukrotnie narodzonym”.
Sparagmos
Zagreusa i Penteusza łączy sparagmos (gr. σπαραγμός) – rytualne, sakralne rozszarpanie ciała na strzępy. Choć znaleźli się oni po dwóch różnych stronach dionizyjskiego wszechświata (jeden był bogiem, drugi wrogiem boga), ich losy stanowią lustrzane odbicie tej samej pierwotnej idei.
W obu mitach ofiara ukrywa swoją prawdziwą tożsamość, a oprawcy, ogarnięci nadprzyrodzonym szałem, nie są w stanie dostrzec, kogo naprawdę zabijają. Zagreus próbuje uciec Tytanom, zmieniając kształty, i zostaje rozszarpany w momencie, gdy przyjmuje postać byka. Tytani – podjudzeni przez Herę – widzą w nim jedynie zwierzynę lub rywala. Z kolei Penteusz zostaje wysłany na Kitajron w przebraniu kobiety, jednak oszalałe bachantki – z woli Dionizosa – dostrzegają w nim lwa. Życia pozbawia go własna matka, która jest głęboko przekonana, że poluje na dzikiego zwierza.
Dionizos to jedyny grecki bóg, który sam doświadczył rozszarpania (jako Zagreus), a zarazem sam sprowadza podobny los na tych, którzy stają mu na drodze. W micie o Zagreusie bóg staje się ofiarą brutalnego mordu; w opowieści o Penteuszu ten sam bóg jest jego reżyserem.
Po zestawieniu tych opowieści łatwo możemy dostrzec różnicę między światem bogów a domeną śmiertelników.
Rozszarpanie Zagreusa przynosi życie. Choć Tytani rozrywają jego ciało, ocalone serce pozwala mu odrodzić się na nowo jako potężniejszy Dionizos. W wymiarze agrarnym i naturalnym to symbol ziarna, które musi niejako obumrzeć (to jest, zmienić się) w ziemi, aby wyrosła z niego nowa roślina. Podczas gdy zachowane serce symbolizuje narracyjną ciągłość jego indywidualnej zasady, los Penteusza takiej trwałości nie ustanawia. Król Teb jest tylko człowiekiem, a jego rozszarpane ciało nie ma mocy odrodzenia. Przynosi jedynie wieczną żałobę matce i kładzie kres królewskiemu rodowi.
W ten sposób Grecy opowiadali o potędze natury: ten sam dionizyjski szał, który potrafi dać nowe życie i ekstazę (Zagreus), potrafi też bezwzględnie zniszczyć każdego, kto próbuje go kontrolować lub mu się sprzeciwia (Penteusz).
Kielich naszej Pani
W dwunastym etyrze Wizji i głosu pojawia się wizja kielicha Babalon, w którym zostaje zebrana „krew świętych”. Krew ta przemienia się następnie w wino – „kwintesencję i eliksir”, dzięki któremu młodość odzyskuje Ojciec.
Babalon to – parafrazując słowa Mszy Gnostyckiej – personifikacja Ziemi, Matki nas wszystkich, czyli Łona, z którego się rodzimy i w którym odnajdziemy spoczynek.
W thelemicznej eschatologii świętymi są ci, którzy dokonali ostatecznego wyrzeczenia – przelali każdą kroplę swojej krwi, czyli zmieszali własną indywidualność z tym, co uniwersalne, niszcząc iluzję separacji pomiędzy „ja” a światem. Krew świętych jest więc esencją wielkich ludzi tego świata, skumulowaną energią bohaterów i mistrzów, którzy inspirują nas do podjęcia „trudu i heroizmu wcielenia”.
Ojciec jest przypisany na kabalistycznym Drzewie Życia do sefiry Chokma (hebr. „Mądrość”). Atrybucjami tej sefiry są Logos (słowo wyrażające Wolę) oraz Wola (czyn wyrażający najgłębszą naturę danego bytu).
Podczas gdy Babalon jest Matką Ziemią, materią i łonem natury, Ojciec reprezentuje dynamiczną, generatywną zasadę życia – siłę idei, praw i twórczych impulsów. W wizji Crowleya Ojciec jawi się jako stary i bezsilny. Sądzę, że jego stan wynika z tego, iż każda, nawet najwspanialsza idea z czasem kostnieje. Staje się martwą literą i odrywa od żywego, ludzkiego doświadczenia. W historiozoficznym ujęciu thelemy taką wyczerpaną ideą jest formuła eonu Ozyrysa, która musi ustąpić miejsca nowej formule eonu Horusa.
Przelanie krwi do kielicha Babalon to nic innego jak pełne zaangażowanie jednostki w świat – w naukę, sztukę, pracę oraz walkę o istotne wartości. To wysiłek, jaki ludzie wkładają w postawienie Następnego Kroku na ścieżce ewolucji. W Nowym Eonie krokiem tym jest akceptacja zasad Księgi Prawa, która staje się przewodnikiem prowadzącym nas do doświadczenia czystej radości egzystencji (zob. AL II:9).
Z tej opowieści płynie fundamentalna lekcja: energia jednostki nie ginie. Nasz codzienny wysiłek staje się częścią wspólnej matrycy biologicznej i kulturowej – owego kielicha Babalon. Tam zostaje przefiltrowany i skumulowany, tworząc „wino”, czyli żywą inspirację dla przyszłych pokoleń. To właśnie te realne zasługi konkretnych ludzi „odmładzają” stare idee (Ojca), sprawiając, że kultura nie umiera, lecz ewoluuje i rodzi się na nowo w postaci kolejnej epoki. Narodzinom nowego eonu towarzyszy kolosalna, wręcz planetarna zmiana paradygmatu myślowego, którą Crowley określa poetycko mianem „Ekwinokcjum Bogów”.
Crowley zauważa, że ta zmiana ma charakter cykliczny: „Tak dziać się będzie przez wieki, przez lata, w których powstają i umierają światy, a wszechświat otwiera się niczym róża i zamyka niczym krzyż zamieniający się w sześcian” (12. etyr).
Tę cykliczność wyraża formuła INRI, którą Crowley przypisuje Dionizosowi. Jak czytamy w Liber alef: „Słowo to oznacza działanie natury poprzez zmianę. To czysta formuła magiji, która mówi, że wszystkie rzeczy reprodukują się i odtwarzają same w sobie”.
Przekładając ezoteryczną analizę liter tego słowa na język procesów naturalnych, możemy dostrzec w niej uniwersalny mechanizm przemiany i odnawiania się życia. Nie chodzi tu o ewolucję w ścisłym, darwinowskim znaczeniu tego słowa, lecz o zasadę bardziej elementarną: życie trwa dzięki nieustannej zmianie form. Każda forma powstaje, rozwija się i zanika, lecz jej rozpad dostarcza materiału i warunków dla dalszego trwania procesu. Cykl INRI to w gruncie rzeczy cztery fazy, które rządzą każdym żywym procesem – od biologii po powstanie i realizację idei:
- I – Karta tarota Eremita, hebrajska litera jod. Potencjalny impuls. Zamknięta, uśpiona i skondensowana forma. Ziarno, plemnik, nieuwiadomiona idea.
- N – Karta tarota Śmierć, hebrajska litera nun. Pozorne zniszczenie. Moment, w którym twarda skorupa nasiona (jod) ląduje w wilgotnej glebie i pod wpływem środowiska zaczyna gnić, mięknąć i pękać. Gdyby ziarno zachowało swoją pierwotną formę, nigdy nic by z niego nie wyrosło.
- R – Karta tarota Słońce, hebrajska litera resz. Prawdziwa manifestacja i narodziny nowej, dojrzałej formy (kiełka, rośliny, kwiatu, człowieka). Z perspektywy thelemicznej to narodziny Horusa – triumfującego światła, które wyłoniło się z ciemności gleby. To chwila, w której nowa idea manifestuje się w świecie jako realne działanie.
- I – Karta tarota Eremita, hebrajska litera jod. Roślina wydaje owoce i nowe nasiona, w których potencjalnie rozpoczyna się kolejny obrót tego samego cyklu. To, co było jego rezultatem, ponownie staje się zalążkiem.
Misterium
Po opisie wizji kielicha i krwi Crowley zestawia ze sobą kilka pozornie odmiennych tradycji, które w swej istocie stanowią warianty tego samego misterium życia, śmierci i odrodzenia:
Oto jest komedia Pana, którą odgrywa się nocą w gęstym lesie. Oto jest misterium Dionizosa Zagreusa, które celebruje się na szczycie świętej góry Kitajron. Oto jest sekret braci Różokrzyża i rdzeń rytuału, który jest celebrowany w Krypcie Adeptów ukrytej w Górze Jaskiń, w samej świętej górze Abiegnus.
Crowley wyjaśnia, czym jest „komedia Pana” w 34. rozdziale Księgi kłamstw. Rozdział ten stanowi obraz ludzkiej kondycji. Każdy nasz czyn jest zaledwie „zwinnością i pomysłowością zająca”. Tropią go dwa nieustępliwe charty: Miłość i Śmierć – kosmiczne ogary „spłodzone” przez Boga dla czystego sportu.
W dalszej części tekstu autor definiuje dwie postawy wobec istnienia. Pierwszą z nich jest komedia boga Pana – sytuacja, w której człowiek żyje w głębokiej iluzji sprawczości, myśląc, że to on jest myśliwym polującym na los, podczas gdy w rzeczywistości pozostaje ofiarą sił miłości i śmierci. Druga to tragedia człowieka – moment, w którym osaczona jednostka, stając twarzą w twarz z tym, co nieuchronne, porzuca rolę zająca, zjeża sierść i zaczyna walczyć z przeznaczeniem niczym ranny odyniec.
Crowley obnaża tu jałowość ludzkiego oporu wobec praw natury. Tragedia rodzi się z neurotycznej próby kontrolowania tego, co niekontrolowalne – z walki kruchego ego przeciwko prawom biologii, przyciągania i przemijania. Komedia z kolei to moment uświadomienia sobie własnej małości. Wielki bóg Pan to obraz szczególnie trafny, albowiem greckie πᾶν oznacza „wszystko”. Wobec nieskończoności nasze jednostkowe życie wydaje się być po prostu kosmicznym żartem.
Z tych rozważań wyłania się następujący morał: aby przestać być pośmiewiskiem bogów, należy porzucić zarówno lęk zająca, jak i bezcelowy opór odyńca. Mądrość Nowego Eonu polega na akceptacji reguł gry i adaptacji do środowiska. Zamiast walczyć z prawami natury, człowiek powinien „żyć i umierać w dzikości miłości i śmierci”. Dopiero gdy świadomie i bez lęku dołączymy do tego egzystencjalnego tańca, histeryczny krzyk przerażenia wobec tego, co nieuniknione, przemieni się w radosny śmiech wstrząsany czystą, dionizyjską ekstazą.
Aby zrozumieć misterium Dionizosa Zagreusa, warto sięgnąć do przebiegu Mszy Gnostyckiej. W trakcie ceremonii Kapłanka wnosi do świątyni patenę, na której znajdują się Ciastka Światła. Podczas rytuału dowiadujemy się, że symbolizują nasze fizyczne ciała. I tak jest w istocie – po spożyciu owego „chleba” zostaje on w pełni zintegrowany z organizmem, wchodzi w krwioobieg i przemienia się w żywą, zasilającą nas energię.
Sama patena reprezentuje ogół możliwości oraz matkę ziemię, natomiast ciastka – indywidualne byty, które rodzą się z jej łona. To „stworzenie świata”, ów „ból podziału”, w którym z wszechpotencjału Nuit wyłaniają się konkretne jednostki (zob. AL I:30). Spożywając ciastko, rytualnie potwierdzamy naszą wyjątkowość, ale zarazem naszą dualność („ja” jako ciastko, świat jako patena) oraz przemijalność. Stan jednostkowego oddzielenia jest w gruncie rzeczy tożsamy ze stanem rozczłonkowania Penteusza. Po pewnym czasie ta unikalna konfiguracja materii, pamięci, świadomości i relacji, którą nazywamy konkretnym człowiekiem, przestanie istnieć.
Jednak Kapłan, jako jedyny spośród zebranych, wykonuje dodatkowy zabieg. Swoje Ciastko Światła przełamuje na pół. Następnie jedną cząstkę odkłada na patenie, a drugą przełamuje ponownie. Tym samym odtwarza rytualny sparagmos.
Na patenie pozostają dwa odłamane kawałki. Jeden z nich zostaje spożyty dokładnie w taki sam sposób, w jaki czynią to wszyscy zgromadzeni. W ten sposób Kapłan potwierdza, iż jest po prostu „jednym z wielu” śmiertelników. O drugiej głównej części powiemy za chwilę. Natomiast najmniejszy odłamany fragment (tzw. partykuła) zostaje przyłożony do grota lancy – symbolu Prawdziwej Woli – a następnie zanurzony w kielichu z winem. Tym samym indywidualne życie Kapłana zostaje zmieszane z krwią świętych. To, co jednostkowe, bezpowrotnie łączy się z tym, co uniwersalne. Księga Prawa nazywa ten moment „radością rozkładu” (zob. AL I:30).
Działania te stanowią modelowy przykład inicjacyjnej śmierci indywidualnej formy. Lecz na patenie pozostał przecież trzeci fragment ciastka. Symbolizuje on to, co przetrwa; to, co może zostać przekazane i wykorzystane w dalszym procesie życia. To dzieło człowieka oraz pamięć o nim. Zwykli ludzie utożsamiają się wyłącznie ze swą cielesnością, a gdy ta obumiera, odchodzą na zawsze. Natomiast człowiek wtajemniczony (homo initiatus) trwa w historii, kulturze i legendzie. Narracja Mszy Gnostyckiej obraca się wokół przemiany ludzkiego statusu – wokół pytania o to, jak stać się „godnym, by przekazać cnoty braciom”, czyli jak nadać własnemu życiu wartość, która wykraczałaby poza granice jednostkowej egzystencji. Czyny Kapłana podczas ceremonii ukazują drogę prowadzącą do takiej przemiany.
Zagreus stracił swą cielesną formę, jednak coś przetrwało jego śmierć – ocalone przez Atenę serce, dzięki któremu możliwe stały się ponowne narodziny boga w nowej postaci. Serce można więc potraktować jako symbol witalnej, najcenniejszej esencji intelektualnej i twórczej, która jest warta zachowania i przekazania kolejnym pokoleniom.
Warto podkreślić, że Zagreus nie odrodził się we własnej, pierwotnej postaci – tak jak stało się to w przypadku Chrystusa (Crowley uważał zresztą opowieść o Jezusie za zniekształconą wersję tych dawnych mitów) – lecz powrócił jako zupełnie nowy bóg, Dionizos. Ewolucja biologiczna działa w dokładnie taki sam sposób: jest mechanizmem zachowywania przydatnych informacji przy jednoczesnym, bezwzględnym niszczeniu ich chwilowych nośników. Poszczególne organizmy nieuchronnie umierają, lecz zakodowane w nich dziedzictwo trwa nadal.
Historia idei dostarcza nam wielu analogicznych przykładów. Wprawdzie Sokrates umiera, lecz unikalna konfiguracja jego myśli przechodzi na Platona, a w kolejnych stuleciach zostaje twórczo przekształcona przez następne pokolenia. Prawdziwa nieśmiertelność nie polega więc na zachowaniu Sokratesa jako konkretnej osoby, lecz na przyczynowej ciągłości kluczowych elementów jego intelektualnego istnienia.
Jak czytamy w Złotych wersetach Pitagorasa: „Będziesz wiecznie żywym nieśmiertelnym Bogiem, a nie śmiertelnikiem”.
Wszystkie powyższe przykłady prowadzą nas do pytania o miejsce, w którym przechowywane jest to, co przetrwało rozpad jednostkowej formy. Jeżeli śmierć nie oznacza całkowitego unicestwienia skutków ludzkiego życia, lecz raczej włączenie jego najcenniejszych elementów w szerszy proces biologicznej i kulturowej transmisji, potrzebujemy symbolu owego wspólnego repozytorium pamięci i potencjału. Sądzę, że w misteryjnej geografii Crowleya funkcję tę pełni ukryta we wnętrzu góry Abiegnus Krypta Adeptów.
Abiegnus
W tym świetle ostatni element układanki Crowleya – „sekret braci Różokrzyża” urzeczywistniany w ukrytej wewnątrz góry Abiegnus Krypcie Adeptów – staje się ostatecznym potwierdzeniem tego ewolucyjnego prawa.
W hermetycznym micie adept wchodzi do podziemnego grobowca, by odnaleźć tam nienaruszone, wolne od rozkładu ciało legendarnego założyciela zakonu, Christiana Rosencreutza.
Sądzę, że symbolika Krypty Adeptów prowadzi nas do punktu granicznego, gdzie świadomość adepta zostaje skonfrontowana z nieświadomością zbiorową – najgłębszą, wspólną dla całego gatunku archetypową matrycą. Nienaruszone ciało mitycznego mistrza to niezniszczalny rdzeń ludzkiego potencjału, który nie ulega biologicznemu rozkładowi, ponieważ istnieje poza ramami jednostkowego życia.
Człowiek niewtajemniczony nie jest w stanie tu dotrzeć, ponieważ za wszelką cenę dąży do tego, by pozostać na bezpiecznej „powierzchni”. W skrajnych przypadkach odczuwa tak silną potrzebę zachowania swojego „ja”, że zamiast przelać własną krew, gotów jest posłużyć się krwią zastępczej ofiary. W 12. etyrze Crowley właśnie w ten sposób interpretuje biblijną Paschę: krew baranka na odrzwiach ma sprawić, że śmierć ominie oznaczony dom, a jego mieszkańcy zachowają życie. Tych, którzy z lęku przed śmiercią nie są gotowi dobrowolnie przelać własnej krwi do kielicha Babalon, Crowley nazywa Czarnymi Braćmi.
Wejście do Krypty wymaga doświadczenia sparagmosu – rozbicia granic dotychczasowej tożsamości. Homo initiatus zyskuje dostęp do owego niewyczerpanego źródła dopiero wtedy, gdy struktura świadomego „ja” ulega rozpuszczeniu (tak jak cząstka hostii w kielichu). Nie wchodzi tam jednak po to, by czcić przeszłość, lecz by uzyskać głęboki wgląd w pamięć filogenetyczną i – po powrocie do świata fenomenalnego – dać jej nowe, twórcze życie, a także przynieść pokarm oraz pocieszenie swoim towarzyszom.
Znamienny jest fakt, iż Crowley komentuje powyższy ustęp Wizji i głosu tymi słowy: „Wszystkie te misteria nauczane są w O.T.O.”.
© Krzysztof Azarewicz
