Recenzje, Thelema

Magia pełna łez

15 lipca 2026

Marco Visconti ponownie odniósł się do mojej recenzji jego „The Aleister Crowley’s Manual” / „Magija thelemy”. Pierwszą część można przeczytać tutaj, natomiast drugą – tutaj.  Jest mi bardzo miło, że odgrzewa ten temat – ilość wejść zza granicy na mojego bloga znaczenie wzrosła! Cieszę się, że więcej czytelników dowie się, jak niski poziom reprezentuje ta książka. Widząc wzmożony ruch na mojej stronie, wpadłem na pomysł, że ułatwię lekturę osobom niemówiącym w naszym pięknym języku i w niedalekiej przyszłości przygotuję wersję anglojęzyczną.

W swoim ostatnim tekście Visconti stwierdził, że właściwie powinien czuć się dumny, iż poświęcam jego książce tyle czasu. Jednak chyba nie rozumie, że uważam ją za najgorzej napisaną i najbardziej nierzetelną publikację w tym temacie (a w ciągu ponad 30 lat swych zainteresowań przeczytałem ich całkiem sporo). Moje recenzje stanowią „studium przypadku”. Jeżeli są długie, to dlatego, że przedmiotem krytyki nie są pojedyncze błędy, lecz cały model prezentacji materiału. Każdy z omawianych przykładów ilustruje ten sam problem z innej strony. Skrócenie analizy oznaczałoby pominięcie części argumentacji, a nie zwiększenie jej siły. Pisząc tak obszerne teksty na ten temat, chciałbym zwrócić uwagę przyszłych autorów, potencjalnych wydawców, a przede wszystkim czytelników na znaczenie krytycznego myślenia oraz nieuleganie efektowi autorytetu. Sam fakt opublikowania książki nie stanowi jeszcze gwarancji rzetelności przedstawionych w niej informacji. Każda publikacja – niezależnie od nazwiska autora, stopnia naukowego czy renomy wydawnictwa – powinna podlegać tej samej krytycznej analizie i konfrontacji ze źródłami.

Odpowiedź Viscontiego to nic innego, jak manifest ideologiczny i wizerunkowy. Widząc, że jego książka nie broni się merytorycznie, wybrał ucieczkę w przód i dyskusję na temat jakości przekształcił w „wojnę kulturową” wewnątrz środowiska thelemicznego. Oczywiście ja jestem tym złym gatekeeperem „wysoce kontrolnej wizji legitymizacji inicjacyjnej”, on zaś pozycjonuje się na dobrego, „demokratyzatora” wiedzy, który chce dać narzędzia „zwykłym ludziom” i wyrwać thelemę z „instytucjonalnego zabetonowania”. Jest to klasyczny zabieg polityczno-retoryczny – Visconti robi z siebie rzecznika wolności i rebelianta przeciwko zamkniętym elitom. Przenosi dyskusję z poziomu „czy znam się na tym, co piszę” na poziom „kto ma prawo kontrolować dostęp do wiedzy”.

Visconti chyba nie wie, że z wykształcenia jestem politologiem. Strategia retoryczna, którą przyjął, wykazuje uderzające podobieństwo do mechanizmów klasycznego populizmu politycznego, którego podręcznikowym przykładem jest Nigel Farrage. Ten kontrowersyjny polityk budował całą karierę polityczną na manichejskim podziale społeczeństwa. Przedstawiał siebie jako głos „zwykłych, przyzwoitych” ludzi w kontrze do „odklejonej od rzeczywistości elity i establishmentu”. Visconti stosuje dokładnie tę samą polaryzację. Po jednej stronie stawia „zwykłego czytelnika”, a po drugiej „zamkniętą gospodarkę autoryzowanych dusz” i „instytucjonalną zaściankowość”.

Farrage przez lata kreował się na człowieka z ludu, który pije piwo w pubie i walczy z systemem, mimo że sam był wykształcony w prywatnej szkole, został maklerem i wieloletnim europosłem pobierającym unijne pensje. Visconti przedstawia się jako ten, który niesie kaganek oświaty pod strzechy, choć sam odebrał edukację inicjacyjną w O.T.O. i operuje tym samym specjalistycznym językiem, z którym rzekomo walczy. Przedmiotem mojej recenzji jest to, że używa go w sposób nieudolny i wskazujący na wysoki stopień niekompetencji.

Farrage w debatach o Brexicie rzadko wchodził w techniczne detale ekonomiczne czy prawne umów międzynarodowych. Zamiast tego wolał mówić o „odzyskiwaniu kontroli” i wolności. Visconti wprost zadeklarował, że nie ma zamiaru odpowiadać na merytoryczne zarzuty, bo to… „nużące”. Woli natomiast mówić o walce z cenzurą wiedzy i „duchowym systemie kastowym”.

W obu przypadkach mamy do czynienia z przeniesieniem debaty z poziomu faktów i merytoryki na poziom emocjonalnej tożsamości. Visconti – świadomie lub nie – skopiował z polityki mechanizm, który pozwala mu w jego oczach wygrać debatę bez konieczności udowadniania, że ma rację w tym, co najważniejsze – w treści książki.

Visconti może przypisywać mi rozmaite intencje gatekeepera, afiliacje czy poglądy dotyczące konieczności betonowania instytucjonalnego, których nigdy nie wyrażałem. Nie zamierzam prowadzić polemiki na tym poziomie. Jestem przede wszystkim pasjonatem zagadnień, których dotyczy recenzowana książka, dlatego interesują mnie wyłącznie kwestie merytoryczne. To właśnie im poświęciłem swoją recenzję. Poniższe zestawienie obejmuje wyłącznie problemy zidentyfikowane w drugim rozdziale książki, liczącym niespełna dwadzieścia stron zasadniczego tekstu. Każdy z wymienionych punktów został szczegółowo omówiony i udokumentowany w recenzji. Czytelnik sam oceni, czy liczba przedstawionych przykładów wynika z nadmiernego krytycyzmu recenzenta, czy z jakości analizowanej publikacji.

 

BŁĘDY MERYTORYCZNE I REDEFINIOWANIE PODSTAWOWYCH POJĘĆ

  • Redukcjonizm definicji – na przykład, 1) sprowadzenie zaawansowanej techniki kontroli oddechu (pranajamy) do zwykłej, powierzchownej obserwacji swojej uwagi i „pamiętania o oddychaniu”; 2) sprowadzenie dynamicznego ciała subtelnego (świetlistego ciała) do statycznej metafory zintegrowanej psychiki oraz błędne utożsamienie go z magicznym kręgiem i świątynią.
  • Błędy kategoryczne – na przykład, nieuprawnione uznanie kontroli prany za warunek konieczny wszelkiej magii przy całkowitym zignorowaniu zachodnich tradycji magicznych, w których w ogóle nie zaprzątano sobie tym głowy.
  • Mylenie planu mentalnego z astralnym – przedstawienie „podróży astralnej” w formie kierowanej wizualizacji, co zatrzymuje świadomość w ciele, zamiast przenosić ją poza nie.
  • Nieznajomość zagadnienia – zredukowanie rygorystycznej dyscypliny stabilizacji uwagi i wyobraźni (dhāraṇa) do mglistego „aktu chęci stworzenia obrazu”.

 

BRAK KOMPETENCJI METODOLOGICZNYCH I RZETELNOŚCI

  • Brak zrozumienia teleologii systemów – ignorowanie odmiennych celów jogi (wyciszenie umysłu, enstaza) i magii (rozpalenie umysłu, ekstaza).
  • Infantylna interpretacja „naukowego iluminizmu” – sprowadzenie metodologii badawczej do prowadzenia pamiętnika, przy braku choćby wspomnienia o istotności sceptycyzmu, weryfikacji hipotez i prób naturalistycznego wyjaśniania zjawisk.
  • Brak klucza interpretacyjnego – zalewanie czytelnika tabelami, diagramami i korespondencjami (np. przyporządkowania astrologiczne) bez jakiegokolwiek wyjaśnienia, do czego służą i jak je praktycznie zastosować.
  • Niewiedza dotycząca zabezpieczeń i higieny psychicznej w pracy wyobrażeniowej wykonywanej na podstawie ćwiczeń Złotego Brzasku.

 

IGNORANCJA HISTORYCZNA I POWIERZCHOWNOŚĆ ŹRÓDEŁ

  • Opieranie się na Wikipedii – rażące korzystanie z internetowej encyklopedii w przypisach dotyczących historycznych postaci (np. Agrippy, fratra Achada) zamiast pracy z tekstami źródłowymi i literaturą przedmiotu.
  • Błędy historyczne – na przykład, przypisanie Agrippie autorstwa teorii płci żywiołów (znanej już w starożytnej Grecji).
  • Fałszywa erudycja i mistyfikacja źródłowa – na przykład, wprowadzenie czytelników w błąd poprzez podanie nieprawdziwej informacji, że Agrippa w swoich klasycznych „Trzech księgach tajemnej filozofii” pisał o teorii płci żywiołów.
  • Mylenie tradycji egipskiej z nowożytną – prezentowanie istot telezmatycznych Złotego Brzasku (np. Auramoth) w sposób wyraźnie wskazujący, że są to postaci ze starożytnego Egiptu, bez wyjaśnienia ich XIX-wiecznej, synkretycznej genezy.
  • Niezrozumienie krytykowanych kwestii u Crowleya – na przykład, niesłuszne zarzucanie Crowleyowi niewiedzy filologicznej (w kwestii imienia Ahathoor), podczas gdy sam autor bezkrytycznie powiela wadliwy graficznie sigil enochiański z pierwszych edycji Book 4.

 

SPRZECZNOŚCI I WADY DYDAKTYCZNO-KOMPOZYCYJNE

  • Niezgodność z tytułem publikacji – ukrywanie pod szyldem „Podręcznika Aleistera Crowleya” chaotycznie przedstawionych elementów tradycji Złotego Brzasku oraz własnych, niewiele wnoszących do zagadnienia „innowacji” na poziomie infantylnych gier role playing.
  • Asymetria i niekonsekwencja wymagań – na przykład, usunięcie z praktyki „Liber Resz” Crowleya kluczowej medytacji pod pretekstem upraszczania materiału dla początkujących, przy jednoczesnym obciążaniu nowicjusza wielostronicową, skomplikowaną wizualizacją własnego autorstwa oraz tabelami z korespondencjami bez żadnego wyjaśnienia do czego one służą.
  • Zła kolejność prezentowanego materiału – zalecenie w podsumowaniu rozdziału codziennego wykonywania ćwiczenia, którego w tym, ani w poprzednim rozdziale nie ma.
  • Zamykanie dyskusji przed czytelnikiem – stosowanie wybiegów w stylu „nadmiar myślenia zabija magiję”, zwalniających autora z udzielania odpowiedzi i klarownego wyjaśniania zagadnień, co z kolei stoi w jawnej sprzeczności nie tylko z ideą naukowego iluminizmu, ile z rzetelnością pisarską.

 

WARSZTAT PISARSKI I BŁĘDY EDYTORSKIE

  • Patchwriting graniczący z plagiatem (do którego odniosę się jeszcze w kolejnej części recenzji) – bezrefleksyjna i głęboka „parafraza” eseju fratra Achada (zbieżność struktury, argumentacji i leksyki na poziomie 90–95%), bez wniesienia własnego wkładu intelektualnego.
  • Wewnętrzne sprzeczności w ilustracjach – na przykład, 1) prezentowanie różnych, wykluczających się wersji tego samego gestu rytualnego na ilustracji szczegółowej i planszy zbiorczej; 2) prezentowanie bez żadnych objaśnień kabalistycznych diagramów, które gmatwają prostotę praktyki.

Kolejną część recenzji opublikuję niebawem.