Nemo igitur vir magnus sine aliquo
adflatu divino umquam fuit.
– Cyceron, De Natura Deorum II:167
W życiu człowieka są chwile, gdy doświadcza on czegoś, co trudno nazwać inaczej niż wewnętrznym otwarciem. Doświadczenie to nie pojawia się dzięki wiedzy zdobytej z książek ani dzięki jakimś umiejętnościom wyuczonym przez ich wielokrotne powtarzanie. To raczej poczucie, że gdzieś w głębi istnieje niewysychające źródło – strumień obrazów, idei, wglądów i znaczeń, który uaktywnia się niejako z własnej woli. Moment, w którym uzyskujemy do niego dostęp, tradycje misteryjne nazywają Inicjacją.
W najgłębszym swoim znaczeniu inicjacja nie jest czymś danym z zewnątrz. To raczej podróż do wewnątrz, proces odsłaniania – usuwania warstw konwencji, nawykowego myślenia, lęków itp., które oddzielają świadomość od jej własnej głębi. W tym znaczeniu inicjacja nie obdarza nadzwyczajnymi nowymi mocami i zdolnościami, lecz przywraca kontakt z tym, co zawsze było obecne. Nawiązują do tego wersety świętej księgi thelemy, Liber LXV II:57-60:
Prorok wołał do góry: przyjdź tutaj, abym mógł z tobą mówić!
Góra nie poruszyła się. Prorok wszedł więc na górę i przemówił do niej. Lecz stopy jego były zmęczone, a góra nie słyszała jego głosu.
Lecz ja wołałem do Ciebie i wyruszyłem ku Tobie – i nic mi to nie dało.
Czekałem cierpliwie, a Ty byłeś ze mną od początku.
Człowiek żyje zwykle na powierzchni własnego umysłu. Funkcjonuje w świecie definicji, ustaleń, obowiązków i społecznych ról. To niezbędna warstwa, albowiem pozwala nam przetrwać, zdobywać pożywienie i komunikować się z innymi. Jednak pod powierzchnią rozciąga się obszar znacznie większy – nieświadomość. Nie jest ona jedynie magazynem zapomnianych wspomnień czy tłumionych impulsów. Jest także twórczą przestrzenią– miejscem, gdzie rodzą się symbole, metafory, sny i nagłe wglądy w naturę rzeczy.
Twórcy wszystkich epok znali ten stan, ten moment, gdy nagle, jakby bez ingerencji świadomego umysłu, pojawia się rozwiązanie jakiegoś problemu, gdy zapisane słowa wyłaniają się automatycznie, a obraz maluje się sam. Mistycy mówili o natchnieniu, artyści o wenie, psychologia współczesna o pracy nieświadomych procesów poznawczych. Język wyraża to na różne sposoby, lecz doświadczenie jest to samo. Crowley pisze w nieopublikowanym eseju Realism: A Note upon the Theory of Art:
Artysta jest kreatywnym geniuszem. Posiada boską naturę i tworzy własną duszę, która służy mu jako środek do osiągnięcia urzeczywistnienia. Historia dowodzi, że artysta wywodzi się z kasty wtajemniczonych rządzących ludzkością. Rozumie on teorię Wszechświata, wygłasza misteria Natury, jest hierofantem nienaruszonego Sanktuarium.
Kiedy brama do inicjacji zostaje szeroko otwarta, wtajemniczony staje się artystą, którego Wielkim Dziełem jest jego własne życie. Odczuwa afflatus.
Słowo to pochodzi z łaciny i oznacza „tchnienie”, „powiew”, „natchnienie”. W starożytności twórczość nie była produktem umysłu, lecz rezultatem kontaktu z czymś większym. Poeta nie „wymyślał” wersów – był natchniony. Mówiono, że przemawia przez niego bóg, muza, duch, dajmon. Afflatus był więc doświadczeniem poruszenia od wewnątrz przez siłę, która wydaje się nie należeć do świadomego „ja”.
W języku współczesnym moglibyśmy powiedzieć, że jest to moment, w którym inicjatywę przejmuje nieświadomość.
To doświadczenie ma kilka charakterystycznych cech:
1. Poczucie przepływu zamiast wysiłku.
Myśli pojawiają się szybciej, niż zdążyłby je zaplanować świadomy proces mentalny. Twórca często ma wrażenie, że raczej zapisuje lub odsłania coś, co już istnieje.
2. Osłabienie kontroli ego.
Wszyscy z pewnością słyszeliśmy kiedyś: „To nie ja napisałem ten tekst”. Afflatus pojawia się wtedy, gdy kontrolująca część umysłu ustępuje miejsca głębszym procesom. W języku kabały, Ruach (rozumowanie) zostaje poddane Neszamie (intuicji).
3. Wrażenie obcości i jednocześnie intymności.
Treść jest zaskakująca, nieoczekiwana, a jednak „bardziej moja niż to, co zwykle myślę”.
4. Intensywność emocjonalna i głębia znaczeń.
Idea nie jest zwykłym pomysłem, lecz jej wyrażaniu towarzyszy poczucie sensu, energii i nieodparte pragnienie przedstawienia jej światu.
W tym sensie afflatus może stać się doświadczeniem numinotycznym – spotkaniem świadomości z energią nieświadomej całości.
W kontekście procesu inicjacji można zaobserwować ciekawą różnicę jakościową. Przed wstąpieniem na ścieżkę afflatus bywa przypadkowy, rzadki i nieprzewidywalny. Po rozpoczęciu procesu doświadczenie może nie staje się permanentne, jednak coraz trudniej traktować je jak przypadek. Wtajemniczony stopniowo uczy się wchodzić w stan, w którym jest na niego podatny.
Warto zauważyć coś jeszcze. Afflatus nie jest nagrodą ani stanem ekstazy dla przeżywanym dla samego doświadczenia. Jego funkcją jest konieczność nadania formy temu, co do tej pory było bezkształtne. Inspiracja, która nie zostaje ucieleśniona w słowie, obrazie, działaniu czy decyzji, szybko zaniknie – źródło płynie tam, gdzie znajduje ujście.
Dlatego w dojrzałym rozumieniu inicjacji afflatus nie jest czymś niezwykłym czy romantycznym. To po prostu moment współpracy między głębią a świadomością. Nieświadomość dostarcza energii i obrazów, natomiast świadomość – formy i środków wyrazu. Afflatus to nie tylko natchnienie. To także chwila, w której człowiek staje się kanałem między tym, co ukryte, a tym, co może zaistnieć w świecie. W tym stanie wtajemniczony rozumie, co Crowley miał na myśli, kiedy mówił, iż człowiek jest miarą nieba i ziemi.
Inicjacja jest więc wydarzeniem granicznym – świadomym przekroczeniem progu między tym, co kontrolowane, a tym, co żywe i spontaniczne. Jej istotą jest zmiana relacji z własnym wnętrzem. Zamiast próbować wszystko kontrolować, aspirant uczy się słuchać. Zamiast się spinać – odpuszcza i pozwala płynąć. Zamiast wymuszać – dopuszcza. Zamiast produkować – pozwala, by coś się wyłaniało.
Paradoks polega na tym, że dostęp do źródła kreatywności nie zwiększa się wraz z napięciem woli, lecz wraz z jej rozluźnieniem. Źródło nie reaguje na przymus. Wytryska wtedy, gdy świadomość przestaje odgrywać rolę strażnika i cenzora, a staje się otwartą przestrzenią.
Dlatego w tradycjach inicjacyjnych tak ważne są rytuały przejścia, cisza, odosobnienie i symboliczne przeobrażenie (śmierć) starej tożsamości. Ich funkcją nie jest przekazanie tajemnej wiedzy, lecz wstrząśnięcie strukturą ego – tej części psychiki, która chce definiować, przewidywać i kontrolować. Gdy jej dominacja słabnie, z głębi zaczyna płynąć to, co do tej pory było tamowane.
To właśnie wtedy pojawia się doświadczenie niewysychającego źródła. Człowiek odkrywa, że inspiracja nie jest czymś rzadkim, lecz naturalnym stanem umysłu. Kreatywność przestaje być wysiłkiem, a staje się przepływem.
Jednocześnie inicjacja niesie ze sobą odpowiedzialność. Kontakt z nieświadomością to nie tylko dostęp do twórczych idei, lecz także spotkanie z własnym cieniem – z lękami, sprzecznościami i nieuporządkowaną energią psychiczną. Źródło jest żywe, a to, co żywe, nie poddaje się całkowitej kontroli. Dlatego prawdziwa inicjacja nie polega na zdobyciu nowych mocy w potocznym rozumieniu tego słowa, lecz na rozwinięciu wewnętrznej dyscypliny, odwagi, uważności i równowagi.
W tym kontekście warto zauważyć, że inicjacja formalna i inicjacja duchowa nie zawsze jest tym samym.
Przynależność do jakiegoś stowarzyszenia, przyjęcie stopnia, przejście ceremonii – to wszystko ma dużą wartość symboliczną i psychologiczną. Rytuał wtajemniczenia może wstrząsnąć percepcją, nadać doświadczeniu znaczenie i uruchomić wyobraźnię, ale nie gwarantuje automatycznie urzeczywistnienia. Można przejść najbardziej rozbudowaną ceremonię i nic się nie wydarzy. Nie dlatego, że rytuał nie działa, lecz dlatego, że fundamentalnie inicjacja nie jest tym, co odbywa się w świątyni, lecz tym, co otwiera się w psychice.
Jednym z największych nieporozumień wokół tradycji ezoterycznych jest przekonanie, że inicjacja w stowarzyszeniu da nam dostęp do mocy, a sama przynależność umożliwi kontakt z inspiracją. Tymczasem afflatus pojawia się tylko wtedy, gdy spełnione są pewne warunki wewnętrzne: zdolność do skupienia, rozluźnienie kontroli ego, autentyczna praca nad sobą, kontakt z wyobraźnią i emocjami.
Jeśli ktoś traktuje inicjację jak proces umożliwiający awans, obdarzający prestiżem, nadający upragnioną tożsamość społeczną, to jego psychika może pozostać w niezmienionym stanie.
Co ciekawe, brak afflatusu u osób po doświadczeniu inicjacji w tym, czy innym stowarzyszeniu często wynika z nadmiaru kontroli. Im silniej ktoś skupia się na osiąganiu nowych poziomów i „poprawnym” myśleniu według doktryny – choćby nie wiadomo, jak nienaturalne by to było dla danej osoby – tym bardziej wzmacnia strukturę ego. Można więc przejść wiele inicjacji i jednocześnie stać się psychicznie bardziej zamkniętym niż wcześniej.
Rytuał inicjacji udziela wskazówek, dostarcza narzędzi, tworzy kontekst do prawdziwie głębokiej eksploracji, ale nie musi być tożsamy z autentycznym doświadczeniem wewnętrznym.
Afflatus pojawia się dopiero wtedy, gdy po ceremonii inicjacji zaczyna się prawdziwy proces – związany z otwarciem siebie na świat (ten wewnątrz, jak i na zewnątrz), samotną praktyką, konfrontacją z własną psychiką, wysiłkiem twórczym, medytacją, pracą z wyobraźnią – nad którym to pieczę sprawuje wewnętrzna uczciwość. W innym przypadku inicjacja pozostaje wydarzeniem towarzyskim.
Wielu ludzi doświadcza afflatusu poza strukturami, bez żadnej formalnej inicjacji, podczas kryzysu życiowego, w okresach samotności, czy podczas bolesnego rozpadu tożsamości. Z punktu widzenia psychiki prawdziwa inicjacja wiąże się z przekroczeniem dotychczasowego obrazu siebie, a nie z ceremonią. Innymi słowy, można przejść formalną inicjację bez doświadczenia afflatusu, ale nie można doświadczyć afflatusu bez wewnętrznej inicjacji.
Z drugiej strony, jeśli ktoś traktuje system jak urządzenie do produkcji stanów wewnętrznych, rozczarowanie jest niemal pewne. Klucz polega na tym, by przestać pytać „Czy to działa?” na rzecz „Czy ja naprawdę się otwieram?”. Bez szczerej pracy i bezkompromisowej introspekcji, może dojść do bolesnego momentu, w którym człowiek musi wybrać między dwiema myślami: „Nie pracowałem naprawdę nad sobą” i „System, któremu zaufałem, nie działa”. Pierwsza wymaga autorefleksji i uczciwości, natomiast druga pozwala zachować obraz siebie. Czy jest to obraz prawdziwy?
W tym sensie proces inicjacyjny nigdy nie ma końca. Nie jest jednorazowym wydarzeniem, lecz zmianą sposobu istnienia. Nie jest byciem, lecz stawaniem się. Człowiek inicjowany nie pyta już: „Skąd czerpać inspirację?”. Zamiast tego dba o warunki, w których źródło może swobodnie wypływać na powierzchnię – o ciszę, koncentrację, uczciwość wobec siebie, odwagę myślenia poza schematem.
Można powiedzieć, że inicjacja to rozciągnięty w czasie ciąg wydarzeń, w którym człowiek przestaje szukać inspiracji i zaczyna rozumieć, że staje się jej wyrazicielem.
I być może właśnie to stanowi najstarszą tajemnicę wszystkich tradycji inicjacyjnych, że niewysychające źródło nie zostało nam dane w nagrodę. Ono było w nas od początku. Inicjacja jedynie podpowiada, jak do niego wrócić.
Tekst © Krzysztof Azarewicz
