Niedawno rozmawiałem z pewnym rozczarowanym okultystą, który otwarcie wyraził sceptycyzm co do skuteczności magiji thelemy. Opowiadał o swoich eksperymentach z „Liber Samek” – rytuałem, którego celem jest „pozyskanie Wiedzy i Konwersacji Świętego Anioła Stróża”. Choć odprawił go wielokrotnie, doświadczenie okazało się mizerne i pozbawione oczekiwanego rezultatu.
W toku rozmowy zapytałem go, czy zwrócił uwagę na podtytuł „Liber Samek”, gdzie autor wyraźnie wskazuje, iż rytuał był odprawiany podczas „półrocznej operacji Świętej Magiji Abramelina Maga” (Crowley przeprowadził ją w trakcie wędrówki przez Chiny w 1906 roku). Zapytałem również, czy zastosował się do instrukcji z części „Ars congressus cum daemone”, które nakazują, aby rytuał wykonywać w Świetlistym Ciele – to jest na planie astralnym – przy czym rozwinięcie tego ciała wymaga długotrwałego i wymagającego treningu. Na oba pytania rozmówca odpowiedział przecząco.
Już te dwie kwestie – operacja Abramelina oraz przygotowania do pracy w Świetlistym Ciele – ukazują, że rytuał opisany w „Liber Samek” nie jest praktyką dla początkujących ani eksperymentem możliwym do przeprowadzenia w próżni. Jest raczej zwieńczeniem systemu, ukoronowaniem długiej drogi. Fundamentalną sprawą jest tu fakt, iż rytuał ten, podobnie jak inne kulminacyjne doświadczenia misteryjne, nie jest zwykłą techniką. Skuteczność aktu sakralnego nie polega na odtwarzaniu słów i gestów, lecz na ich organicznym zakorzenieniu w tradycji, w długotrwałym procesie przygotowania i wreszcie w symbolicznym dramacie, który ma znaczenie tylko w określonym kontekście religijno-inicjacyjnym.
To samo dotyczy tak zwanych sekretów wyższych stopni O.T.O., wokół których narosła niezliczona ilość mitów i niedorzeczności. Ostatnio spotkałem się z absurdalnym (by nie powiedzieć wprost – idiotycznym) domysłem pewnej młodej panny: „Wszyscy wiedzą, że na dziewiątym stopniu chodzi o seks analny”. Owszem, praktyki O.T.O. nawiązują do kwestii związanych z seksualnością człowieka, ale nie można ich sprowadzać do pikantnego aktu seksualnego, któremu towarzyszy jakaś mistyczna atmosfera i szczypta okultyzmu. Jak pisał Crowley, „to nie wola jest symbolem seksu, lecz seks jest zasłoną woli” (parafraza). W tym sensie wszelkie wyrwane z kontekstu interpretacje sekretów inicjacyjnych prowadzą do tego, co autor Księgi Thota podsumował następująco – „sprofanowania i sprostytuowania Sakramentu”.
Innymi słowy, zarówno w „Liber Samek”, jak i na wyższych stopniach O.T.O., skrywa się głębsza warstwa hermeneutyczna. Bez odniesienia do niej, praktyki te stają się powierzchowne i z góry nieskuteczne. „Liber Samek” wymaga bowiem spełnienia rygorów wskazanych w świętej księdze thelemy „Liber LXV” oraz ścisłego przestrzegania dyscypliny operacji Abramelina. Podobnie rzecz ma się z sekretami wyższych stopni O.T.O. – można je zrozumieć wyłącznie poprzez proces inicjacji, podczas którego aspirant odkrywa kolejne poziomy ich znaczenia. To właśnie owa subtelna inicjacyjna narracja stanowi złotą nić prowadzącą „wprost ku sercu gajów Eleusis” („Liber XC”). Tego nie da się wyczytać w żadnych książkach.
Jeśli jednak powyższe zasady zostaną zlekceważone i pominięte, wówczas rytuał staje się pozbawioną głębszego znaczenia formą oraz projekcją osobistych fantazji i obsesji. Duch i prawda opuszczają literę, a ta zamienia się w martwy znak, o czym ostrzega „Liber XXXIII”. W takim ujęciu każda praktyka wyrwana z kontekstu tradycji, do której przynależy, staje się jedynie pustą inscenizacją i ceremonialną pantomimą.
Powyższe rozważania na temat – wydawałoby się – dwóch odrębnych obszarów łączy pewna subtelna nić.
W systemie A∴A∴ osiągnięcie Wiedzy i Konwersacji Świętego Anioła Stróża jest zadaniem na szczeblu Adeptus Minor. Aby osiągnąć kolejny poziom (Adeptus Major) aspirant:
… po pierwsze musi wykonać dwa zadania: zrównoważyć siebie, szczególnie w kontekście swoich pasji tak, by nie preferować jednego rozwiązania nad inne, oraz dopełniać każde działanie jego przeciwieństwem. W ten sposób uniknie pokusy zstąpienia z drogi swojej Prawdziwej Woli.
Po drugie musi zachować milczenie, kiedy przybije swe ciało do drzewa twórczej Woli, w kształcie tej Woli, pozwalając głowie i ramionom uformować symbol Światła. Innymi słowy składa poniekąd przysięgę, że każda myśl, słowo i czyn będą wyrażały Światło pochodzące od samego Boga, z którym utożsamił swe Życie, Miłość i Wolność symbolizowane przez serce, fallusa i nogi.
W Kursie VIII (vide Liber ABA, Dodatek I) czytamy, że „jest bardzo wskazane, aby aspiranci do tego szczebla osiągnęli dziewiąty stopień O.T.O.”.
Na podstawie kilku źródeł, na przykład The Confessions oraz „Liber 194” Crowleya, możemy wywnioskować, że w celu osiągnięcia dziewiątego stopnia O.T.O., aspirant musi przejść przez stopnie triady Człowieka Ziemi, w trakcie których zostaje poinstruowany, jak oczyścić, konsekrować oraz oddać siebie Wielkiemu Dziełu. Następnie musi podjąć się przyrzeczenia, iż poświęci swoje życie na ustanowienie Prawa thelemy (stopień Rycerza Wschodu i Zachodu).
Inicjacje w drugiej triadzie Kochanka stanowią dalszą część przygotowań. Na piątym stopniu aspirant uczy się, jak rozpatrywać podstawowe elementy historii świata oraz własne relacje ze społeczeństwem z perspektywy swojej ewolucji. Na stopniu Rycerza Hermetycznego Filozofa „definiuje się intelektualną i moralną postawę kandydata”. Na szóstym stopniu „otrzymuje on instrukcje na temat tego, jak ma poświęcić się wykonaniu Wielkiego Dzieła, które stanowi cel jego wcielenia”. Na stopniu Księcia Królewskiego Sekretu należy wprowadzić do Zakonu sto jedenaście osób. Wreszcie, na siódmym stopniu aspirant musi nadać Zakonowi własność prywatną i udowodnić, że „pojął zasadę równowagi w odniesieniu do wszystkich idei moralnych; po drugie, do wszystkich idei intelektualnych.
… wreszcie zaś, ukazuje się jemu, jak opierając wszystkie działania na niezachwianej skale sprawiedliwości, może ukierunkować swe życie, by zająć się Dziełem w pełni odpowiedzialnie i z absolutną wolnością względem wszystkich okoliczności.
Stopnie w triadzie Eremity są równie wymagające. Członkowie ósmego stopnia opanowują „wielkie zasady filozofii” oraz „muszą żyć w samotni każdego roku przez cztery miesiące z rzędu, medytując nad objawionymi im misteriami”. Opanowują również subtelne energie, zwane „wężowymi wibracjami” (vide Magick Without Tears). Na stopniu dziewiątym wtajemniczony kończy trening teurgii i taumaturgii, a także jest gotów, aby „promieniować swym światłem na cały świat”.
Progresja przez poszczególne stopnie wymaga zaproszeń, które wiążą się między innymi ze zrozumieniem nauk niższych szczebli i ich implementacją. Natomiast przekazywanie instrukcji oraz kluczy do ich interpretacji odbywa się podczas szeregu bezpośrednich doświadczeń inicjacyjnych.
Widzimy zatem wyraźnie, że celem procesu jest zintegrowanie osobowości, w której łączą się dyscyplina, odpowiedzialność społeczna, obycie w świecie, głębia intelektualna i etyczna, zdolność do wewnętrznej kontemplacji oraz moc promieniowania indywidualnej khabs. Nie jest to już jednostka w sensie psychologicznym, lecz „byt ontologiczny” – Homo Initiatus, który staje się Mistrzem swego Życia. Rozproszenie i wewnętrzne rozdarcia, typowe dla człowieka nieukierunkowanego, mają zostać zintegrowane i poddane Prawdziwej Woli. Wtajemniczony nie doświadcza już egzystencjalnej przypadkowości – każde, nawet najdrobniejsze wydarzenie staje się częścią Wielkiego Planu. Osiągnięta koncentracja ma prowadzić do swobodnego przepływu intencji zjednoczonej z działaniem.
Crowley nie tylko uważał, że Adeptus Major może wiele zyskać dzięki opanowaniu systemu O.T.O., ale i że system O.T.O. może doprowadzić do bezpośredniego osiągnięcia szczebla Adeptus Major. Jest to poziom, na którym rozpoczyna się realizacja tego, co stanowiło przedmiot Wiedzy i Konwersacji Świętego Anioła Stróża. Zredukowanie tego procesu do takiej, czy innej praktyki seksualnej, jest – mówiąc dyplomatycznie – nieporozumieniem.
Wydaje się, że jedną z cech charakteryzujących współczesność jest to, że wszystko chcemy mieć od razu. W epoce cyfrowej, w której niemal każda informacja czy rozrywka jest dostępna „na żądanie”, oczekuje się, że praktyki magiczne dadzą natychmiastowe efekty, jakby były gotowym produktem, który można „kupić” i natychmiast używać bez przechodzenia procesu wewnętrznego dojrzewania i długotrwałego treningu. Stąd popularność na handel czarami miłosnymi lub zaklęciami mającymi pomóc w biznesie.
Tymczasem tradycja inicjacyjna podkreśla coś zupełnie odwrotnego. Uczestnictwo w misteriach wymaga długiego przygotowania, podczas którego wyłania się i kształtuje charakter adepta.
W powieści Księżycowe dziecko, Crowley ustami Simona Iffa wyraża krytykę „płytkich ludzi”, którzy chcieliby natychmiastowego dostępu do „tajemnic”. Twierdzi, że magiję należy traktować tak samo jak nauki ścisłe i przyrodnicze. Nauka jest „strzeżona” – nie przez elity czy spiskowców, ale w sposób naturalny – jej opanowanie wymaga czasu, wysiłku i rygorystycznej metodyki:
Płytcy ludzie zawsze mówią, że nauka powinna być dla wszystkich. Ale prawda jest taka, że strzeże się jej jak żadnej innej tajemnicy. Jak? W bardzo prosty sposób. Otóż, aby opanować choćby jedną małą jej część, nie tylko potrzeba olbrzymiej pomocy płynącej z całego świata, ale również należy poświęcić na to pół życia. Naszej magiji strzeżemy dokładnie tak samo jak pozostałych gałęzi fizyki. Ale ludzie są głupi i – chociaż wiedzą, że korzystanie z tak prostego narzędzia jak mikroskop wymaga lat treningu – są oburzeni, że nie możemy nauczyć ich w ciągu godziny, jak używać Verendum [tutaj w znaczeniu magicznej różdżki].
W tym kontekście „droga na skróty” jest symptomem głębszej choroby kultury, w której zostaje zdeprecjonowana wartość wysiłku. Skoro każde pragnienie można zaspokoić niemal natychmiast, to także od sfery duchowej oczekuje się równie szybkich rezultatów, łatwego oświecenia i „mistycznego przeżycia na żądanie”. Tym samym dochodzi do uproszczenia wszelkich aspektów wewnętrznej pracy. Rozumowanie jest mylone z kontemplacją, mindfulness bierze się za dharanę, siedzenie po turecku to niby pozycja lotosu, a efekty rytuału ocenia się w kategorii „kopnęło, czy nie”.
Chcemy minimalizować koszty, a to właśnie koszt – czas, wysiłek, wytrwałość, wypracowana koncentracja i studia, których efekty świadczą o przezwyciężeniu intelektualnego lenistwa – stanowi bramę do autentycznej inicjacji. Paradoks polega na tym, że to, co dziś wielu ludzi uważa za przeszkodę, w thelemie jest warunkiem sine qua non Wielkiego Dzieła.
