Aleister Crowley, Thelema

Kosmografia i etyka Księgi Prawa

24 czerwca 2025

Poniższy fragment pochodzi z The Confessions Aleistera Crowleya.

 

Kosmografia i etyka Księgi Prawa

Wiemy o istnieniu tylko Nicości,
A Nicość jest Wszechświatem Błogości.
Clouds without Water

 

Przedstawianie Wszechświata jako „Coś” i badanie jego pochodzenia jest bezużyteczne, ponieważ owe pochodzenie może być tylko czymś innym, równie niewytłumaczalnym. Dlatego musimy przedstawić Wszechświat jako Nic. Gdy pytamy siebie, co rozumiemy przez Nic, widzimy, że absolutne Nic musi być Niczym żadnego rodzaju, w żaden sposób, nigdzie. Jest to logicznie równoważne z Czymś jakiegoś rodzaju, w jakiś sposób, gdzieś, co jest w rzeczywistości Wszechświatem, jakim go widzimy. Równanie to utwierdza nas w tym, że Wszechświat nazywamy Niczym. Można teraz zapytać, czy dzięki temu poczyniliśmy jakiś prawdziwy filozoficzny krok? Myślę, że tak, ponieważ badanie, w jaki sposób powstał Wszechświat, staje się teraz absurdalne. Dowiedzieliśmy się, że Nic nie może istnieć. Tyle ustaliłem w moim Beraszit. Księga Prawa nie zaprzecza tym wnioskom, ale idzie znacznie dalej, ustanawiając kompletną kosmogonię, która najbardziej abstrakcyjne idee metafizyczne i matematyczne łączy z ich personifikacją, przemawiającą do prostych umysłów.

Ta kosmogonia jest w istocie równoważna uogólnieniu faktów naukowych. Najpierw mamy Nuit i Hadita, reprezentujących dodatnie i ujemne elektrony oraz żeńskie i męskie zasady I Chingu. Innymi słowy – Materię i Ruch. Hadit jest centrum nieograniczonej kuli, a zatem jest w niej równo każdym punktem. Każda manifestacja jest wynikiem połączenia Nuit i Hadita, każdy, że tak powiem, szczególny przypadek Hadita, spełnia się w różnych możliwościach, które reprezentuje Nuit. Hadit jest rdzeniem każdej gwiazdy. „Każdy mężczyzna i każda kobieta to gwiazda”. Dlatego każdy z nas jest nagromadzeniem manifestacji skupionych wokół identycznego centrum. Jest on identyczny w swej esencjonalnej naturze. Każda gwiazda różni się od innych pozycją, tak że stale tworzą się nowe permutacje. Ten system ma tę zaletę, że bardzo adekwatnie przedstawia fakty. Trudno jest go początkowo pojąć za pomocą metod czysto intelektualnych i trudno jest go w ogóle wyjaśnić ludziom za pomocą czysto intelektualnych terminów, ponieważ koncepcja ta obejmuje geometrię transfinitną. Jednakże od czasu napisania księgi, Cantor i jego szkoła sformułowali koncepcje matematyczne, które w tamtym czasie wykraczały poza zakres oficjalnej matematyki. Niezwykłe świadectwo Aiwassa polega na  sformułowaniu systemu obejmującego matematykę, której wówczas nie mógł zrozumieć żaden żyjący człowiek, ale która w ciągu kilku następnych lat miała stać się głównym kluczem do nowych skarbnic.

Z antropocentrycznego punktu widzenia kosmogonia Księgi Prawa ponownie godzi przeciwstawne szkoły filozoficzne idealizmu i realizmu, i przedstawia fakty Natury. Istnieje bowiem obiektywny Wszechświat, złożony z sumy nieskończonych kul, otaczających nieskończoną liczbę centrów, lecz jednakowoż Wszechświat każdego człowieka jest jego własnym dziełem –  konsekwencją wzajemnego oddziaływania różnych aspektów zjednoczenia z różnymi otwartymi dla niego możliwościami. Wszechświat każdego człowieka jest zatem unikalnym wyborem możliwości.

Wobec tego schematu istnieje tylko jedna obiekcja: nie wyjaśnia on heterogeniczności. W nieograniczonej kuli centra są jednorodne. Gdybyśmy mieli ograniczoną kulę, byłoby oczywiste, że relacje geometryczne każdego punktu w promieniu z każdym innym punktem w kuli byłyby inne. Rozwiązania dostarcza sama obiekcja. Idea Wszechświata każdego człowieka jest niedoskonała-ograniczona. Wyobraża sobie zatem, że to, co nazywa Wszechświatem, różni się od Wszechświata każdej innej osoby. Ale w miarę jak człowiek wzrasta w wiedzy, zwiększa zasób idei, które są wspólne z podobnie rozwiniętymi ludźmi, idee odcinające go od jego bliźnich, zaczyna traktować jako nieistotne. Istnieje bardzo wyraźne rozróżnienie między moim bulterierem a twoim pekińczykiem, między Jehową dzikiego Żyda a Amonem-Ra cywilizowanego Egipcjanina. Jednak współczesny naukowiec lub filozof nie przejmuje się psami i bóstwami, a jego koncepcja Wszechświata, oparta na koordynacji niezliczonych obserwacji, jest praktycznie identyczna z koncepcją każdego podobnie oświeconego innego człowieka. Próba rozróżnienia dwóch współczesnych teorii zawsze chyli się ku niepowodzeniu. Ernst Hæckel był bigoteryjnym materialistą, jednak został zmuszony do stworzenia monistycznej teorii, którą można było wyrazić za pomocą mistycznej terminologii, a to dzięki dokładniejszemu zdefiniowaniu terminów zarówno jego, jak i oponentów. I nawet jego monizm okazał się dualistyczny, ponieważ był zmuszony przypisać swojej monadzie tendencję do wyrażania się pod postacią diady. Autor Księgi Prawa widział to wszystko z zewnątrz i dostarczył kompletnego pojednania i wyjaśnienia każdej rzeczy. Dzięki studiowaniu księgi mogłem odpowiedzieć na wszystkie swoje pytania filozoficzne. Odpowiedzi były bardzo satysfakcjonujące, albowiem każde nowe odkrycie w matematyce, chemii i fizyce harmonizuje myśl naukową z tym objawieniem.

Każda kosmografia implikuje jakiś rodzaj teorii etycznej. W poruszanym tu przypadku wprowadzono do filozofii bezbłędną harmonię pomiędzy osobistym i bezosobowym punktem widzenia. Człowiek jest postrzegany jako jednocześnie „Jeden, indywidualny i wieczny”, współistniejący ze Wszechświatem i potencjalnie świadomy faktów, ale także jako istota uwarunkowana, ograniczona i odpowiedzialna. Obecnie interesuje nas tylko ta ostatnia koncepcja i tutaj Księga Prawa jest wręcz rewolucyjna. Dzieje się tak, ponieważ Eon Ozyrysa został zastąpiony w czasie i przestrzeni przez Horusa. Magiczna formuła Eonu nie jest już formułą Umierającego Boga, ale Koronowanego i Zwycięskiego Dziecka, a ludzkość ma się rządzić zgodnie z nią. „Sprawiedliwy” czyn można zdefiniować jako taki, który spełnia istniejącą magiczną formułę. Motywy, które były ważne w Eonie Ozyrysa, są dziś czystym przesądem. Jakie to były motywy i na jakich podstawach się opierały? Dawna koncepcja była taka, że ​​człowiek urodził się, aby umrzeć; że życie wieczne musiało zostać uzyskane poprzez magiczny akt, dokładnie tak jak słońce musiało być ożywiane każdego ranka przez kapłana.

Nie ma potrzeby szczegółowo opracowywać etyki thelemy, ponieważ wszystko wypływa absolutnie logicznie z pojedynczej zasady: „Czyń wedle swej woli będzie całym Prawem”. „Nie ma prawa poza Czyń wedle swej woli.”; „nie masz żadnego prawa poza czynieniem swej woli”. Ta formuła nieuchronnie wyłania się z koncepcji jednostki zarysowanej w poprzedniej sekcji. „Słowem Grzechu jest Ograniczenie”. „Jest kłamstwem to szaleństwo przeciwko sobie”. Teoria głosi, że każdy mężczyzna i każda kobieta mają określone atrybuty, których tendencja, rozważona w należytej relacji ze środowiskiem, wskazuje właściwy sposób postępowania i to w każdym przypadku. Postępowanie zgodnie z tą zasadą oznacza czynienie swojej Prawdziwej Woli. „Czyń tak, a nikt nie powie nie”. Zastosowanie ma tu fizyczny paralelizm. Otóż w galaktyce każda gwiazda ma swoją własną wielkość, cechy i kierunek, a harmonię niebieską najlepiej utrzymuje się, gdy zajmuje się ona swoimi sprawami. Tę harmonię mogłaby podważyć sytuacja, w której jakaś liczba gwiazd ustanowiłaby jednolity standard postępowania, nalegając, aby każda gwiazda dążyła do tego samego celu, poruszała się w tym samym tempie itd. Nawet pojedyncza gwiazda, gdyby odmówiła wypełniania swojej Woli i ograniczyłaby się w jakikolwiek sposób, natychmiast wywołałaby nieporządek.

Zilustrujmy na jednym przykładzie, jak idee Księgi Prawa, całkowicie wywrotowe, jeśli chodzi o przyjętą przez nas moralność, usprawiedliwiają się przed zdrowym rozsądkiem. Rozważmy przypadek poświęcenia, które zwykliśmy uważać za szczyt społecznej i etycznej szlachetności. Musimy rozróżnić dwa przypadki.

W pierwszym przypadku człowiek podporządkowuje własne interesy interesom społeczności, podobnie jak Winkelried przyjmuje na klatę garść austriackich włóczni, aby jego towarzysze mogli przedrzeć się przez „ciemny, nieprzenikniony las”. W tym przypadku był żołnierzem. Jego Prawdziwą Wolą było ryzykowanie życia dla swojego kraju, a jego działanie przypominało działania komórek naszych ciał, które poddają się metabolizmowi, aby mogła rozwijać się społeczność. ​​Działania Winkelrieda były w najwyższym stopniu samolubne i całkowicie zgodne z etyką thelemy.

W drugim przypadku mamy sentymentalną ideę poświęcenia, którą najbardziej ceni pospólstwo i która stanowi istotę popularnego chrześcijaństwa –  poświęcenie silnego na rzecz słabych. Jest to całkowicie sprzeczne z zasadami ewolucji. Każdy naród, w którym widzimy takie systematyczne poświęcenie na wystarczająco dużą skalę, po prostu niszczy sam siebie. Ofiara jest daremna; słabi nie są nawet uratowani. Rozważmy czyn Zanoniego, który poszedł na szafot, aby uratować swoją głupią żonę. Gest był wspaniały, stanowił dowód jego najwyższej odwagi i siły moralnej, ale gdyby każdy działał zgodnie z tą zasadą, ludzki gatunek zmarniałby i zniknął.

Mamy tu do czynienia z konfliktem między prywatną i publiczną moralnością. Żołnierz, który pędzi pod ostrzałem, aby wynieść beznadziejnie okaleczonego towarzysza, jest niewątpliwie bohaterem, ale patriotą jest tylko pośrednio, jak ten, który daje dobry przykład. Jednak współczesny humanitaryzm celowo jest nastawiony przeciwko Naturze zdeterminowanej do wyeliminowania nieprzystosowanych. Huxley obszernie wypowiadał się na ten temat w Ewolucji i etyce, pokazując, że nasze wysiłki do tego, by zakłócić równowagę Natury, są w dłuższej perspektywie daremne i z konieczności prowadzą do marnotrawstwa sił. Nie powinniśmy chronić słabych i nikczemnych przed skutkami ich niższości, albowiem prowadzi to do rozpadu w naszym społecznym ciele. Powinniśmy raczej pomóc Naturze, poddając każdego przybysza najbardziej rygorystycznym testom, które określą, czy radzi sobie ze swoim środowiskiem. Ludzkość rozwijała się w posturze i inteligencji tak długo, jak indywidualna waleczność zapewniała bezpieczeństwo, dzięki któremu najsilniejsi i najsprytniejsi ludzie mogli rozmnażać swój gatunek w najlepszych warunkach. Jednak kiedy bezpieczeństwo stało się powszechne dzięki altruizmowi, potomkami najsilniejszych często okazywali się ludzie najbardziej zdegenerowani. Żeby utrzymać odziedziczone pozycje, nie musieli naśladować cnót swoich dziadków. Altruizm przodka chroniącego swój ród przed przeciwnościami losu, stał się zgubą jego rasy. Cała historia ludzkości pokazuje, że najlepszą rzeczą, jaką można komuś zrobić, to nie wtrącać się.

Księga Prawa uważa litość za coś godnego pogardy. Powód jest częściowo wskazany w powyższym akapicie. Ponadto litowanie się nad innym człowiekiem obraża go. On również jest gwiazdą, „jedną, indywidualną i wieczną”. Księga nie potępia walki: „Jeśli byłby on Królem, nie mógłbyś go zranić”. Silny człowiek odkrywa swego brata w walce.

W księdze znajduje się wiele innych rewolucyjnych nakazów etycznych, ale wszystkie są szczególnymi przypadkami ogólnego nakazu, aby uświadomić sobie swoją absolutną boskość i działać ze szlachetnością, która wypływa z tej wiedzy. Praktycznie wszystkie wady wynikają z zaniedbania tego faktu. Na przykład, łgarstwo jest dzieckiem strachu w takiej czy innej formie.

Jeśli chodzi o to, co powszechnie uważa się za wykroczenia przeciwko moralności, obserwowane niepożądane rezultaty wynikają często z tego samego błędu. Silni i odnoszący sukcesy ludzie zawsze wyrażają siebie w pełni, a gdy są wystarczająco silni, nie wyrządza to żadnej krzywdy ani im, ani innym. Kiedy dochodzi do wyrządzenia krzywdy, praktycznie zawsze taka sytuacja spowodowana jest sztuczną sytuacją, stworzoną przez ludzi, którzy, nie mając własnych spraw, wtrącają się w sprawy innych ludzi. Można wspomnieć przypadki sir Charlesa Dilke’a i Charlesa Stuarta Parnella. Nikogo poza nieznacznym kręgiem ich znajomych nie obchodziło to, co ci panowie robili w życiu prywatnym, ale Anglia straciła swojego największego ministra spraw zagranicznych, a Irlandia swojego największego przywódcę, tylko dlatego, że odkryto, iż robili dokładnie to samo, co praktycznie wszyscy inni ludzi ich klasy.

Jeśli zaś chodzi o zazdrość i źle ukierunkowaną namiętność, można powiedzieć, że dziewięć dziesiątych społecznej nędzy, która nie jest spowodowana ubóstwem, wynika właśnie z tych halucynacji. Księga Prawa wymiata je z istnienia. Nie będzie żadnej własności w ludzkim ciele. Nikt nie ma prawa mówić, co ktoś inny powinien lub nie powinien robić ze swoim ciałem. Ustanów tę zasadę absolutnego szacunku wobec innych, a zniknie cały koszmar związany ze sprawami seksu. Szantaż i prostytucja automatycznie tracą raison d’être. Zepsuty wpływ hipokryzji pęka jak zgniła trzcina. Wyzysk „kobiet dzięki taniej pracy w prostytucji” (jak mówi Bernard Shaw) staje się niemożliwy.

W ostatnich latach pisałem dość obszernie o problemach etycznych i kosmograficznych, które rozwiązuje Prawo thelemy. Nie muszę się w nie zagłębiać w tym miejscu. Ale późniejsze wydarzenia mojego życia staną się nieustannym przykładem tego, jak za każdym razem, gdy łamałem Prawo – a czasami robiłem to z powodów, które mogłem nazwać najszlachetniejszymi pobudkami – wpadałem w tarapaty i nie przynosiłem korzyści tym, w imieniu których robiłem z siebie głupca.

 

Przekład (c) Krzysztof Azarewicz