Karl Nierendorf
Aleister Crowley. Ostateczny outsider
Opublikowany poniżej tekst jest wstępem Karla Nierendorfa (1889–1947) do katalogu indywidualnej wystawy Aleistera Crowleya z 1931 roku w galerii Neumann-Nierendorf oraz w „Porza”, w Berlinie, na której pokazano 51 jego prac, w tym między innymi portret Aldousa Huxleya. Losy dzieł Crowleya są nieznane.
Kim był autor tekstu?
W okresie międzywojennym Nierendorf stał się jedną z kluczowych postaci niemieckiego świata sztuki nowoczesnej. Nie tylko zajmował się organizacją wystaw, lecz jawił się jako promotor sztuki, dla którego twórczość artystyczna miała wymiar niemal religijny. Sztuka – według Nierendorfa – była formą objawienia życia duchowego artysty, a jej istnienie stanowiło akt sprzeciwu wobec brutalizacji świata i prób jego redukcji do czysto materialnych czy ideologicznych kategorii.
Działalność Nierendorfa rozpoczęła się w 1920 roku, kiedy wraz z bratem Josephem organizował wystawy sztuki nowoczesnej w Kolonii. W 1923 roku bracia założyli Galerie Nierendorf w Düsseldorfie, a wkrótce potem przejęli w Berlinie Graphische Kabinett J. B. Neumanna, prowadząc od 1926 do 1933 działalność pod nazwą Galerie Neumann-Nierendorf GmbH. Galeria ta stała się jednym z ważniejszych miejsc ekspozycji sztuki awangardowej w Republice Weimarskiej. Nierendorf był związany z czołowymi przedstawicielami nowej figuracji i ekspresjonizmu. Wśród artystów, których promował, znajdowali się m.in. Otto Dix, George Grosz, Frans Masereel, Werner Scholz czy Karl Schmidt-Rottluff.
Szczególnie istotne było wydanie przez Nierendorfa w 1924 roku słynnego portfolio akwafort Otto Dixa Der Krieg, bezkompromisowego cyklu ukazującego okrucieństwo wojny w obrazach błota, okaleczeń i bezsensownej śmierci. Rok później zorganizował on wystawę „Nowa Obiektywność” w Mannheim, a także uczestniczył w inicjatywach wystawienniczych o wyraźnie prowokacyjnym charakterze. Jedną z nich była „Die Welt von Unten”, prezentowana w piwnicznych przestrzeniach, co miało ukazać symptomy marginalizacji sztuki krytycznej. Artyści skupieni wokół tych projektów zostali później zbiorczo nazwani „degeneratami” przez propagandę nazistowską.
W listopadzie 1930 roku galeria Nierendorfa przeniosła się z Lützowstrasse 32 na Königin-Augusta-Strasse 22 w Berlinie, gdzie funkcjonowała do początku 1932 roku. To właśnie w tym okresie Nierendorf nawiązał kontakt z Crowleyem. Nierendorf potrafił dostrzegł w nim przede wszystkim pełnoprawnego artystę, a nie ekscentryczną postać, wokół której krążyło wiele obyczajowych plotek. To, co innych niepokoiło w malarstwie Crowleya – intensywność, niepokój, „zakłócenie” – dla Nierendorfa było dowodem autentycznej osobowości twórczej i znakiem prawdziwej sztuki.
Relacja ta miała dla Crowleya znaczenie psychologiczne i kreatywne. Nierendorf stał się dla niego źródłem artystycznego potwierdzenia, które przełożyło się na wzmożoną aktywność malarską i poczucie nowej pewności siebie. Promotor twierdził że Crowley należy do wąskiego grona najwybitniejszych żyjących malarzy i że jego obrazy mogłyby osiągać bardzo wysokie ceny.
Wystawa Crowleya w Berlinie jesienią 1931 roku była efektem współpracy kilku instytucji, w tym galerii Neumann-Nierendorf oraz PORZA, choć późniejsza historiografia często błędnie przypisywała całą inicjatywę wyłącznie Nierendorfowi. Niemniej jego rola jako promotora i mediatora między artystą a berlińskim środowiskiem artystycznym była niepodważalna.
Dalsze losy Nierendorfa naznaczone zostały narastającymi represjami ze strony nazistów. Prześladowany, opuścił Niemcy w 1936 roku i założył galerię w Nowym Jorku, która stała się ważnym miejscem dla artystów-emigrantów. Zmarł w 1947 roku bez testamentu; jego majątek został skonfiskowany, a rok później przejęty przez Solomon R. Guggenheim Museum, obejmując m.in. znaczącą kolekcję prac Paula Klee.
*** ***** ***
Po raz pierwszy usłyszałem o Crowleyu od berlińskiego malarza i astrologa, który jako znawca horoskopów twierdzi, że ma dobre oko do niezwykłych ludzi. Przyniósł mi wycinek z „Berliner Tageblatt” o Crowleyu – globtroterze, alpiniście, poszukiwaczu przygód i poecie. Zamieszczona fotografia przedstawiała masywną, wyraźnie kościstą głowę o miejskim, wyrafinowanym i spokojnym wyrazie – skupionym, prostym. Trudno uwierzyć, by ten człowiek miał odbywać ogromne piesze wędrówki jako tybetański mnich, podczas gdy łatwo sobie wyobrazić, że mógł trwonić tysiące w luksusowych hotelach w Egipcie. Doświadczył głodu, nędzy i wszelkiego rodzaju upokorzeń, a z drugiej strony wydalano go z krajów południa z powodu jego orgii, które rozwścieczały wiejską ludność. Jego książki były objawieniami „zrozumiałymi jedynie dla adeptów najwyższego stopnia” i… stworzył obrazy dziwnie podobne do prac Dixa i Noldego, choć nigdy nie widział dzieł tych artystów. Reprodukcje ukazywały osobliwą mieszaninę sztuki fantastycznej i realizmu – przedstawienia pustyń i wysokich gór, groteskowe twarze, maski oraz figury symboliczne – wszystko to celowo eksponowane w brutalnie szorstkim i jaskrawo barwnym stylu, podobnym do stylu düsseldorfskiego rzeźbiarza i malarza alegorycznego Adalberta Trillhaasego. Choć nie sposób recenzować tego rodzaju twórczości z punktu widzenia techniki artystycznej, powinniśmy raczej docenić ją jako zdumiewającą dokumentację indywidualnego kosmosu podróżnika, zwłaszcza Anglika, który jest bardziej godny uwagi niż wiele najlepszych dokonań doświadczonego artysty.
Odrzucając wszelkie zmyślone legendy, życie Crowleya można naszkicować następująco. Crowley ma 56 lat. Wychował się w Anglii, studiował w Trinity College w Cambridge i jego przeznaczeniem miała być kariera dyplomatyczna. Jako młody człowiek, miał nie tylko ambicję zostać niepokonanym mistrzem szachowym, ale cechowała go pasja do wspinania się na niedostępne góry. W 1894 roku odbywał wyprawy wspinaczkowe w Alpach. W 1900 roku osiągnął rekordowe wysokości w Meksyku, których do tej pory nie pobito. W 1901 podróżował po Południowym Pacyfiku, Japonii, Chinach, Cejlonie i Indiach.
W następnym roku był jednym z przewodników himalajskiej ekspedycji na Chogo Ri, drugą najwyższą górę na ziemi. Kolejne lata spędził na polowaniach na grubą zwierzynę (słonie, lwy, tygrysy) na Cejlonie. W 1905 roku poprowadził himalajską wyprawę na Kanczendzongę. Potem nadszedł okres jego wielkiego marszu – przeważnie przebrany za mnicha i w warunkach ogromnych niedostatków – z Rangunu przez Chiny do Szanghaju. Później odbył pielgrzymkę przez Afrykę Północną, przemierzając Saharę, a także podróżując [pieszo – przyp. tłum.] przez Hiszpanię. Pomiędzy tymi wyprawami miesiące spędzał na pracy literackiej w Szkocji i Londynie. W 1913 roku mieszkał w Meksyku, w czasie wojny – w Nowym Jorku, a od 1919 roku – głównie na Sycylii, w Tunisie, Algierii i Paryżu.
Opublikował imponującą serię książek w twardych oprawach, obejmującą powieści i dramaty: Akeldama (1898), The Star and the Garter (1903), Alice, an Adultery (1903), The Sword of Song (1904), Orpheus (1905), Clouds without Water (1909), The Winged Beetle (1910), The World’s Tragedy (1910), Sir Palamedes (1914), Tannhäuser (1902), Mortadello (1912), Household Gods (1912), Beraszit (1903), Konx Om Pax (1907), 777 (1909), „The Equinox, [t. I], nr 1–10 (1909–1913), The Scented Garden of Abdullah (1910), Księga kłamstw (1913); „The Equinox* t. III, [nr 1] (1919), Magija, Księżycowe dziecko, Wyznania (opublikowano 2 tomy [z planowanych sześciu – przyp. tłum.) [1929].
Te daty i relacje dotyczące życia Crowleya pochodzą od jego przyjaciela, który później potwierdził ich zgodność z faktami.
Pewnego dnia musiała ukazać się w jakiejś gazecie notatka, że Crowley planuje wystawę swoich obrazów w Berlinie. W każdym razie ostrzegano mnie ze wszystkich możliwych stron przed tajemnymi mocami tego „czarnego maga”. Dzwoniono do mnie – anonimowo i jawnie – i twierdzono, że grozi mi wielkie niebezpieczeństwo. Doradzano, by bezwzględnie unikać jakiegokolwiek kontaktu z Crowleyem. Ktoś przyszedł i błagał mnie, abym przeciwstawił się grożącemu „zaczarowaniu”. Proszono bliskie mi osoby, by użyły swoich wpływów, żeby mnie ocalić.
Okazało się, że Crowley miał fanatycznych wrogów, którzy uważali go za archetyp zła, zdolny do każdego skandalicznego czynu. Istniało całe kompendium poświęcone jego wybrykom, orgiom i herezjom. Między innymi miano mu przypisywać, że podczas himalajskiej ekspedycji zabił i pożarł swoich tragarzy!
Wielbiciele wyrażają swoje opinie w równie przesadnych słowach: „Wtajemniczony w misteria tybetańskich i buddyjskich klasztorów, posiada najwyższe stopnie światowej loży, Doskonały, dla którego nic nie jest dziwne, poeta o niewyobrażalnej doniosłości” itd.
Po wszystkich tych alarmach i rwetesu wokół sprawy, Crowley zjawił się… jako silny, choć sprawiający wrażenie niemal niezdarnego, człowiek. Miał spokojne usposobienie i bardziej przypominał angielskiego ziemianina z prowincji niż wizjonera, nad którym unoszą się demony.
Jeśli tak wyglądają czciciele diabła, to wielu z naszych zadowolonych z siebie mieszczańskich książąt przemysłu i handlu, religijnych i świeckich dygnitarzy, oddaje hołd tej samej mocy. Ci panowie jednak nie pozostają w żadnej bliskości z osiągnięciem artystycznym, dlatego natychmiast przeprosiłem Crowleya, gdy zauważyłem jego natychmiastowe uznanie dla Dixa, Noldego, Beckmanna, Otto Muellera, Schmidta-Rottluffa i Scholza. Było to jego pierwsze spotkanie z dziełami tych malarzy, a jego intuicyjny osąd był całkowicie trafny, a zarazem wolny od tej pretensjonalności, której nigdy nie wykazują obojętni widzowie sztuki. We wszystkich późniejszych rozmowach okazywał się powściągliwy, całkowicie pozbawiony pozy i bez jakiejkolwiek nadwrażliwości wobec krytycznych zastrzeżeń do swoich obrazów. W przeciwieństwie do osób o podobnej reputacji (jak Rudolf Steiner, który na zewnątrz zachowywał się jak aktor, albo światowej sławy pani Besant z jej lwim obliczem i emocjonalnością wiejskiego księdza; albo jej oficjalny „Zbawiciel Świata”, Krisznamurti, skazany od dzieciństwa na utrzymywanie szlachetno-kiczowatej powagi), Crowley sprawiał wrażenie niemal mieszczańskiego spokoju. Jednak nigdy nie rozmawiałem z nim o niczym innymi poza sztuką i nie weryfikowałem ani nie brałem pod uwagę legend głoszonych zarówno przez jego przyjaciół, jak i wrogów.
„Porza”, zgodnie ze swoim programem wzajemnego międzynarodowego zrozumienia, okazała zainteresowanie osobowością Crowleya, niewątpliwie niebłahą, i nie ma wątpliwości, że przygotowana wystawa jest pobudzająca i bardziej imponująca niż znaczna część sztuki angielskiej, którą moglibyśmy w innym wypadku pokazać. Obrazy – przez intensywność pragnienia i pierwotność wykonania – są bliższe artystom niemieckim niż odgrzewaniu utartych francuskich recept, powszechnie dziś skleconych po drugiej stronie Kanału [La Manche]. To, że ktoś przybywa z kraju o tak silnej konwencjonalności – z samego Cambridge – i w wieku 56 lat ukazuje się całkowicie bez uprzedzeń jako malarz, po tym, kiedy całe życie kontemplował góry, oceany i pustynie, jako fanatyczny amator (w dosłownym i najszlachetniejszym znaczeniu tego słowa) jest bez wątpienia czymś szczególnie zaskakującym.
Krytyczna ocena jego obrazów nie należy do moich zadań. Kryje się za nimi niezwykle witalny i żarliwy outsider – prawdziwy człowiek o żywiołowej, instynktownej sile.
Przekład © Krzysztof Azarewicz
